Lofoty kamperem: zupa w Reine, szlak na Kvalvikę i Haukland Beach

Rano zrobiliśmy serwis w marinie w Reine. Jest dobrze rozwiązany: z jednej strony kratka na szarą wodę i zlewnia chemii, z drugiej woda z bardzo mocnym ciśnieniem, do tego śmietniki. Pierwszy raz na Lofotach złapał nas mały deszcz. Prognozę sprawdzamy tu najwyżej dzień do przodu, bo tygodniowa się nie sprawdza.
Zupa rybna za stówę
Za mostem jest przetwórnia ryb z restauracją, sklepem i parkingiem w miejscu z widokiem jak z pocztówki. Wszyscy polecali tu zupę rybną. W sklepie są krewetki, sushi, a nawet tran. Woda z kranu jest za darmo, bo w Norwegii pije się kranówkę. Zupa kosztowała 100 zł, do niej ciepła bułka z masłem. Jest dobra, ale z butów nie wyrywa. Za drugim razem byśmy jej nie wzięli, stówa to za dużo. W cenie jest chyba głównie miejsce i widok.
Trekking na Kvalvikę
Ze znajomymi z Polski pojechaliśmy na spokojny kemping z dużą przestrzenią. Zapłaciliśmy 135 zł. Kemping ma w sieci słabe opinie, głównie przez niezbyt ciepłą wodę, więc był prawie pusty. Stamtąd poszliśmy przez górę na sąsiednią plażę Kvalvika. Szlaki mają tu trzy kolory: zielony łatwy, a czerwony to hardkor. Nasza trasa była bardzo zróżnicowana: łańcuchy, kładki na mokradłach, osuwisko głazów. W połowie ścieżka znika i każdy szuka drogi sam.
Wracaliśmy drugą, dużo łatwiejszą trasą: około 2 km lekkiego spaceru do parkingu, z którego ludzie idą spać na plaży. Razem wyszło 13 km i porządnie nas zmęczyło. Do plecaka zawsze bierzemy już spray na komary. Uwaga: kemping zamyka szlaban na noc, sprawdźcie godzinę, jeśli przyjeżdżacie późno.
E10, surferzy i Nusfjord
Następnego dnia jechaliśmy drogą E10, główną drogą Lofotów, od której odchodzą boczne drogi do miasteczek. Przy niej jest plaża surferów z kempingiem za około 150 zł i szkółką surfingu. Ludzie pływali w oceanie, a ja wiem z kąpieli w wodzie z lodowca, jaki to zastrzyk endorfin.
Do Nusfjord przed południem nie dało się nawet wcisnąć, wszystkie zakamarki były zajęte. Nasza rada dla całych Lofotów: rano zostańcie na kempingu albo na dziko, a zwiedzajcie po 15:00–16:00, gdy znikają autokary i auta z wypożyczalni. Wymarzona dzika plaża była zamknięta przez budowę drogi. Na wąskich drogach widzieliśmy dwa auta w rowie: zsunęły się przy przepuszczaniu kogoś z naprzeciwka.
Haukland Beach
Na parkingu przy Haukland Beach zwolniło się jedyne miejsce dokładnie wtedy, gdy podjechaliśmy. Godzina parkowania kosztowała około 6 zł. Plaża ma biały, drobny jak pył piasek, a przy niej jest knajpka z toaletą, internetem i widokiem. Było 13 stopni, więc Adrianka odpuściła kąpiel. Dalej droga prowadzi przez wąski tunel z mijankami do kamper parku za 600 NOK przy kolejnej plaży. Na mniejszej plaży obok miejsce dla kampera kosztowało 30 euro za dobę. Prognoza na kolejny dzień zapowiadała deszcz przez cały dzień, więc postanowiliśmy przeskoczyć do Tromsø.
Z tego wyjazdu
- Zupa rybna w restauracji przy przetwórni w Reine: 100 zł, nie polecamy.
- Kemping przy szlaku na Kvalvikę: 135 zł, szlaban zamykany na noc.
- Pętla przez górę na Kvalvikę i z powrotem: razem 13 km.
- Lofoty zwiedzajcie po 15:00–16:00.
- Haukland Beach: parking około 6 zł za godzinę (lipiec 2025).