Madera w jeden dzień: Achadas da Cruz, Fanal i szlak do Casa do Sardinha

Madera jest jak Norwegia: jeden wielki widok w każdym miejscu. I tak jak w Norwegii, prześladuje nas słońce, choć w obu miejscach liczyliśmy raczej na chmury. Poprzedniego wieczoru oglądaliśmy zachód słońca przy latarni, a następnego dnia ruszyliśmy po kolejne atrakcje.
Kolejka w Achadas da Cruz
To najbardziej stroma kolejka, jaką widzieliśmy. Z góry dolna stacja jest małym punkcikiem. Jedzie się sześcioosobowym wagonikiem, a bilet w obie strony kosztował 5 euro. Na górze mocno wieje. Na dole jest opuszczona plantacja trzciny cukrowej, którą można obejść dookoła, mała restauracja i domki, w których można przenocować. W kolejce do wagonika czekaliśmy około pół godziny.
Zachód słońca w Ponta do Sol
Ponta do Sol od razu przypomniała nam Gran Canarię. W mieście jest tunel, w którym po prawej stronie wszyscy parkują. Jest plaża, kąpielisko i taras knajpy, z którego robi się zdjęcia. Na sam koniec poszliśmy na cypel, skąd jest widok na zachód. Chciałbym zobaczyć to miasteczko także w dzień.
Las wawrzynowy Fanal
Przy pochmurnej pogodzie pojechaliśmy do lasu wawrzynowego. Na dole było mnóstwo ludzi i grup obsiadających każde drzewo, ale wystarczy podejść około 100 metrów pod górę, żeby mieć las tylko dla siebie. Większość ludzi lubi Fanal w chmurach, gdy jest tajemniczo, mi bardziej podobał się bez chmur, bo widać było też drugą stronę. Wawrzyny to jedne z najstarszych drzew, a nasiona przyniosły tu wiatr, ptaki i prądy morskie. Po łące spacerują krowy.
Na parkingu stało kilka Suzuki Jimny 4×4 z namiotami na dachu. Kamperem na Maderę nie ma sensu przyjeżdżać, a taki wypożyczony samochód z namiotem to jedyna opcja kamperowania na wyspie.
Maderskie śniadanie i kolorowe domki
Szybkie śniadanie po maderowsku to espresso i ciastko francuskie z budyniem, ewentualnie chlebek z masłem czosnkowym, szynką albo bekonem i napój Brisa. Wymeldowanie z kwatery jest zwykle o 11:00, a zameldowanie w kolejnej o 16:00, więc ten czas wypełniamy atrakcjami. Po drodze zajrzeliśmy do kolorowych domków, klasycznego miejsca na fotostop. Domki odnowiono i pomalowano pod turystów, oryginały wyglądały zupełnie inaczej. Na miejskim bazarze owoce są dużo tańsze niż w Funchal. Madera słynie z bananów, trzciny cukrowej i winogron.
Pierwszy hiking: 8 km z restauracją w połowie
To jedna z łatwiejszych tras na wyspie, dlatego ludzi jest jak mrówek. Szlak idzie schodkami w górę i w dół, z widokiem za każdym zakrętem i zejściem na plażę. Po około 3 km dochodzi się do restauracji Casa do Sardinha, prawdziwej oazy, do której można też przypłynąć speedbotem. Za nią zaczyna się konkretne podejście: część schodów zmyła woda, grunt jest sypki i śliski. Adrianka rozsądnie odpuściła. Ze szczytu jest obłędny widok, a do samego czubka są około 4 km od parkingu.
Wracaliśmy speedbotem. Kajak kosztował 7,50 euro, a speedbot 15 euro od osoby. Płynęliśmy około 15 minut, obok skały w kształcie słonia, do mariny, skąd do auta był jeszcze kilometr spaceru. Frajda była nieziemska.
Na noc przenieśliśmy się do domku wysoko na zboczu, z własnym podjazdem i tarasem, chyba najtańszego noclegu na tym wyjeździe. Kolację zjedliśmy w marinie: tatar, zupa cebulowa, ryba espada i dorada. Za cztery osoby zapłaciliśmy 110 euro, czyli ceny jak nad polskim morzem.
Z tego filmu
- Kolejka w Achadas da Cruz: 5 euro w obie strony, sierpień 2025.
- Fanal: odejdźcie 100 m pod górę od parkingu, a będziecie sami.
- Kamperem na Maderę nie warto, można wypożyczyć Jimny 4×4 z namiotem.
- Szlak z Casa do Sardinha: około 4 km w jedną stronę, końcówka stroma i śliska.
- Powrót speedbotem: 15 euro od osoby, kajak 7,50 euro.
- Kolacja w marinie dla czterech osób: 110 euro.