Przejdź do treści

Cala Gonone kamperem: obiad na plaży, spalone wybrzeże i rajd w miasteczku

Film z , odcinek #40

Cala Gonone kamperem: obiad na plaży, spalone wybrzeże i rajd w miasteczku
Kadr z filmu

Był 20 października i pierwsze poważne załamanie pogody: fale jak przed sztormem. Noc spędziliśmy na kempingu, a rano przyjechaliśmy na miejscówkę metr od niego, z której na pewno zostawimy wam szpilkę. Na śniadanie jajecznica na pieczarkach z sosem balsamicznym.

Plaża z restauracją

Doszły nas słuchy o plaży, na którą wszyscy przyjeżdżają najpierw dla restauracji, a dopiero potem dla plaży. Leżaki kosztują 20 euro, dostaje się bransoletkę i można korzystać z prysznica i toalety. Nawet bez słońca plaża ma karaibski klimat i idealny piasek. To był najgorszy dzień pogodowy, odkąd jesteśmy na Sardynii, czyli od ponad miesiąca, a i tak polecamy to miejsce. Na parkingu można przenocować.

Kuchnia działa do 15:00, więc zjedliśmy wcześniej. Ja wziąłem mule, Adrianka kaktusa z kuskusem. Do tego dwa piwa, dwa cappuccino i dwie wody, razem 55 euro. Przepyszne.

Spalone wybrzeże

Kolejna miejscówka była oblegana, a cała okolica wypalona: drzewa spalone na całej długości wybrzeża, choć przebija już zielona trawa. Zgadujemy, że paliło się rok wcześniej. Fale dochodziły aż do parkingu. Jeszcze dwa, trzy dni wcześniej morze stało jak tafla. Na następną miejscówkę prowadziła stroma rampa, na której bałem się zahaczyć. Miejsca były tam na dwa auta i oba zajęte, więc odpuściliśmy.

160 km przez góry

Na Messengerze rozmawialiśmy z Polakiem, który obsługuje rejsy, i postanowiliśmy jechać. To był nasz najdłuższy odcinek na Sardynii: 160 km, z poziomu morza na 500 m, a przed nami podjazd na 1000 m. Po drodze miasteczko zbudowane na skarpie, z jedną jedyną ulicą.

Cala Gonone

21 października rano staliśmy na parkingu w Cala Gonone. Parkometry nie działały, więc nie mogliśmy zapłacić. Miasteczko żyje z rejsów po okolicznych plażach i z kanionu. Główna wycieczka statkiem kosztuje około 50 euro, można też wynająć ponton ze sternikiem. Na cały dzień na morzu lepiej wybrać łódź z toaletą. Pogoda była niepewna, więc kupiliśmy bilety na zasadzie: rano dowiemy się, czy płyniemy, czy oddadzą pieniądze. Na kanion nie starczyło nam czasu ani pogody.

Ceny są przyjazne: pizza margherita za 6 euro, taniej jeszcze nie widzieliśmy. Pierwszą noc spędziliśmy na dziko przy nowo wybudowanym ośrodku sportowym, a potem stanęliśmy na kamper placu. W centrum są też dwa duże kempingi. Przez przypadek trafiliśmy na rajd: na platformach stały wyścigówki, mały bolid jak z Formuły i mały Fiat z potężnym silnikiem. Nazajutrz miały być pozamykane ulice, choć nigdzie nie widzieliśmy plakatów.

To pierwsze takie miasteczko na naszej trasie: małe, nadmorskie, z promenadą i knajpkami, trochę jak w Chorwacji. Plaża jest różowa, bardziej ceglana. Zachód słońca był o 18:30, a gdy przyjechaliśmy na Sardynię, o 19:40. W naszą stronę jedzie Szczepan, z którym mamy się tu spotkać.

Z tego filmu

  • Plaża z restauracją: leżaki 20 euro, obiad dla dwojga 55 euro (październik 2023).
  • Najdłuższy odcinek na Sardynii: 160 km przez góry do Cala Gonone.
  • Cala Gonone: rejs ok. 50 euro, pizza margherita 6 euro.
  • Bilety na rejs przy niepewnej pogodzie: z możliwością zwrotu.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube