Geiranger: kemping nad fiordem, rybne kotlety i ceny w restauracji

Do Geiranger wjechaliśmy, gdy w fiordzie stał wycieczkowiec. Dwa lata temu siedzieliśmy tu wieczorem z Danielem i Agą przy aperolu i patrzyliśmy, jak wypływa. Pogoda zmieniała się co chwilę: słońce, mżawka, wiatr, cztery pory roku w jeden dzień.
Kemping nad fiordem
To dla nas jeden z najpiękniejszych kempingów na świecie. Można stanąć w pierwszej linii nad wodą, a po drugiej stronie rzeczki jest jeszcze jedna część. Benek stanął z widokiem na wycieczkowiec, a obok szumiał strumień, więc nie trzeba było włączać „deszczu” do spania. Najlepsze miejsca wybiera się rano, bo wtedy wszyscy wyjeżdżają.
Przy mostku jest kranik z wodą pitną. Serwis jest po drugiej stronie, na dwa kampery naraz, i rano jest przy nim kolejka. W czerwonych domkach są pralnie, prysznice i kuchnia. Toalety są na kod, prysznice płatne, także kartą. Jedno miejsce przy samej toalecie i zlewni chemii nam się nie podobało, reszta parceli to miazga.
Miasteczko
Geiranger to kilka domów na krzyż, sklep spożywczy i kilka knajp. Kampery mogą stać na parkingach w centrum od 8:00 do 20:00, w nocy obowiązuje zakaz. Część grupy popłynęła speedbotami. Bilety trzeba kupić dzień wcześniej przez internet, my się nie załapaliśmy. Nad miasteczkiem widać wodospad i schody szlaku na górę.
Na szybki obiad Aga poleciła knajpkę z rybnymi kotletami. Wzięliśmy kotlet z dorsza z puree i rybną bułkę w stylu pity, w obu był ten sam kotlet. Smakował jak nasz mielony z dorsza, naprawdę spoko. Przez pół miasteczka szukaliśmy jeszcze porządnego korkociągu, bez skutku.
Kolacja i ceny
Wieczorem całą grupą usiedliśmy w restauracji na tarasie. Zupa rybna i pstrąg zebrały pochwały. Ja wziąłem pizzę Cezar z kurczakiem i boczkiem i naprawdę smakowała jak sałatka Cezar. Adrianka wzięła fish and chips, które było mocno tłuste. Zapłaciliśmy 240 zł, czyli 120 zł na osobę, z piwem. W Norwegii nie warto przeliczać wszystkiego na złotówki. Najdroższy jest alkohol.
3 lipca w Polsce był upał, a w Geiranger termometr pod Benkiem pokazywał 14 stopni, z zimnym wiatrem. Wieczorem Daniel wymieniał klocki hamulcowe, które miał nowe jeszcze tydzień wcześniej. Po zjazdach serpentynami się skończyły. Rada: zabierajcie do Norwegii zapasowe klocki hamulcowe.
Z tego wyjazdu
- Kemping w Geiranger: najlepsze miejsca wybiera się rano.
- Parkingi w centrum: kampery tylko od 8:00 do 20:00.
- Speedboty po fiordzie: bilety dzień wcześniej przez internet.
- Kolacja w restauracji: 120 zł na osobę z piwem (lipiec 2025).
- Zapasowe klocki hamulcowe przydadzą się na serpentynach.