Koniec Sardynii: La Pelosa, nocny prom z Olbii do Livorno i powrót przez Gardę

Ostatnie dni na Sardynii spędziliśmy ze Szczepanem, jeżdżąc po sprawdzonych miejscówkach. Spaliśmy na klifie nad plażą z małym prywatnym kanionem. O drugiej w nocy postawił nas na nogi chłopak, który kręcił bączki tuż obok kamperów.
Było 29 października, a my martwiliśmy się, czy znajdziemy wolne miejsce na kolejnej plaży. Wieczorem przyjechała masa surferów, bo były rajskie fale, a my oglądaliśmy zachód słońca i kino w kamperze. W to miejsce wróciliśmy już trzeci raz, a wraca się tylko tam, gdzie się podobało. Pogoda na Sardynii zmienia się jak w kalejdoskopie: nieraz w nocy padało, a na obiad była patelnia.
La Pelosa po sezonie
31 października dotarliśmy na La Pelosę. Woda była ciepła, trochę wiało, a ludzi było dużo mniej niż miesiąc wcześniej, kiedy tafla stała jak lustro. Plaża jest płatna także po sezonie: kiedy weszliśmy, przyszli sprawdzać bilety. Ostatni dzień, 1 listopada, spędziliśmy na tej samej miejscówce, od której zaczynaliśmy podróż po wyspie. Było ponad 20 stopni, ale już mglisto, i siedzieliśmy w bluzach.
Olbia i nocny prom do Livorno
Przy porcie w Olbii stoi parking, na którym czekają kampery. Bilety na prom w kasie można było kupić po 18. Kolację zjedliśmy w knajpce, w której dostaje się kartkę z zamówieniem i płaci w środku. Wyszło po 55 euro na głowę, a coperto kosztowało tylko pół euro.
Do wyboru były dwa promy: Moby, który wypływa i przypływa godzinę wcześniej, oraz Grimaldi. Zdecydowała cena: na Grimaldi zapłaciliśmy 107 euro za kampera i dwie osoby, czyli niecałe 500 zł. Spaliśmy w fotelach, jest dużo miejsca, tylko na sali koncertowej nie wolno spać, dopóki trwa koncert. Statek ma nawet basen.
Rada na nocny prom: albo płacicie około 100 euro za kabinę, albo bierzecie gruby dres, kocyk, poduszkę lub śpiwór. Klimatyzacja działa całą noc i potrafi dać w kość.
Garda w deszczu
Z Livorno mieliśmy jechać na Sienę lub Florencję, ale doszły do nas wiadomości, że Florencję zalało. Pojechaliśmy więc nad Gardę. Spaliśmy na dużym parkingu przy cmentarzu, pod wieżami RTV, jakieś 500 metrów od jeziora, a rano zjechaliśmy na parking nad samą wodą, pod palemki. Wzdłuż zachodniego brzegu jedzie się głównie tunelami, niektóre są wąskie i z sygnalizacją, jeden ma 2 km i stoi na filarach, z widokiem na jezioro. Po drodze był wodospad. W Rivie del Garda 3 listopada było 10 stopni.
Austria, serwis za euro i podsumowanie
W Austrii spaliśmy na spokojnym parkingu, którego nie ma w Park4Night, choć co godzinę przejeżdżał pociąg. W nocy było minus 3 stopnie. Punkt serwisowy przy oczyszczalni ścieków zrobił na nas wrażenie: 100 litrów wody za 1 euro i kaseta za 1 euro. Na Sardynii za serwis płaciliśmy zwykle 10–12 euro, choć trafiały się też darmowe.
W Niemczech uzupełniliśmy AdBlue, które u nas trzeba dolewać mniej więcej co 5000 km, więc łatwo o tym zapomnieć. Zastanawiamy się nad Austrią zimą, bo są tu kempingi przygotowane do zimowania. Cała podróż: półtora miesiąca i 5923 km.
Z tego wyjazdu
- Prom Olbia–Livorno Grimaldi: 107 euro za kampera i dwie osoby (listopad 2023).
- Na nocny prom bez kabiny: śpiwór lub koc i ciepłe ubranie.
- Kolacja przy porcie w Olbii: ok. 55 euro na osobę.
- Serwis w Austrii: 1 euro za 100 l wody, 1 euro za kasetę; na Sardynii zwykle 10–12 euro.
- Bilans: półtora miesiąca i 5923 km.