Przejdź do treści

Korsyka kamperem: promy, kempingi i dojazd, rozmowa z Adasiem

Film z

Korsyka kamperem: promy, kempingi i dojazd, rozmowa z Adasiem
Kadr z filmu

Wczoraj zapowiedzieliśmy, że usiądziemy z Adasiem i porozmawiamy o naszych wyjazdach. Na Korsyce i Sardynii był każdy z nas, ale osobno, więc mamy inne doświadczenia. Zaczynamy od Korsyki. Film ukazuje się jednocześnie u Adasia i u nas na kanale, bo YouTube daje taką możliwość współpracy.

Spontaniczny wyjazd i trasa do Livorno

Adaś mieli w planach Korsykę we wrześniu, tak jak my. Czerwiec był jednak bardzo zimny, więc w ostatniej chwili zdecydowali się jechać wcześniej. Wystartowali tydzień przed wakacjami i według Adasia to był najlepszy moment: promy nie były zapchane, na kempingach było luźno, a na kempingu San Damiano dostali miejsce w pierwszej linii.

Adaś jeździł kiedyś przez Villach, a teraz jeździ przez Triest. To około 10 km dalej, ale trasa jest bardziej płaska, bez gór. Winietę za Austrię i tak trzeba kupić. Ze Śląska wychodzi mu około 1350 km. Za włoskie autostrady do samego Livorno zapłacił 42 €.

Zapytałem, jak radzi sobie z dużym Carthago na austriackich wagach. Adaś uważa, że wagi przy drodze dotyczą transportu zarobkowego powyżej 2,8 tony, a nie kamperów. Pułapka jest przy busach przerobionych na kampery, które w dowodzie rejestracyjnym nadal są dostawcze. Podobnie jest jego zdaniem ze Słowenią: jeśli w dowodzie jest wpisany kamper, czyli samochód specjalny, nie trzeba kupować droższej winiety dla pojazdów powyżej 1,3 m, tylko zwykłą do 3,5 tony.

Na Korsyce Adaś był bez przyczepki, bo jeszcze jej nie miał. Teraz jeździ z przyczepką i mówi, że Carthago jej nie odczuwa. W Chorwacji i we Włoszech liczy się wtedy inna kategoria opłat, ale dopłaty nie są duże. Na Sardynię w przyszłym roku pojedzie z przyczepką, bo zabiera skuter.

Prom: Moby czy Corsica Ferries

Adaś na pierwszym miejscu stawia Corsica Ferries. Bukowali w ostatniej chwili, trafili na promocję minus 400 zł, a że w jedną stronę płynęli Moby, a w drugą Corsica Ferries, ma porównanie. Za prom na Korsykę w jedną stronę zapłacili 640 zł za dwie osoby. Jesienią było drożej. Przy okazji ustaliliśmy, że 640 zł to nie jest nawet jeden but Adrianki, a za parę jej butów Adaś płynie na Korsykę i z powrotem.

Przeprawa na Korsykę trwa około 4 godzin. W dzień kajuty nie brali, ale na powrót tak, bo o 4:00 rano musieli już jechać do portu. Według Adasia kajuta kosztuje ponad 40 €. My płynęliśmy w dzień: Adrianka zamówiła aperola, podanego w dużym pucharze, a ja w tym czasie skończyłem składać film. Na Sardynię płynie się 9–10 godzin.

Kempingi, góry i dodatkowy transport

Adaś spędził na Korsyce 9 dni, czyli z dojazdem wyszły około dwa tygodnie. Opłacało się, bo to był nowy kierunek, ale następnym razem chciałby pojechać na dłużej, tak jak na 20 dni na Sardynię. Obaj uważamy, że Korsyka to dobry konkurent Chorwacji. Adaś myślał, że będą tu prekursorami, a zdziwił się, ilu było Polaków.

Za kemping Adaś płacił 38 €, a na San Damiano w pierwszej linii 52 €. My na kempingach płaciliśmy najwyżej 35 € i mogliśmy wybierać parcele, jak chcieliśmy. Wiele kempingów jest kaskadowych, a parcele są słabo oznaczone: każdy staje, jak chce. Kempingi są czyste, ale mniej więcej 90% z nich nie ma wody przy parcelach. Chorwackie kempingi są pod tym względem dopieszczone.

Korsyka jest mocno górzysta. Po zjechaniu z promu w Bastii jest płasko, ale dalej są wąskie drogi, a nawet do niektórych kempingów dojeżdża się przez góry. Zachodnia część jest bardziej górzysta, ale ma piękne plaże. Całą wyspę da się objechać w dwa tygodnie. Wiele kempingów nie leży przy plaży, tylko za miasteczkiem, dlatego obaj uważamy, że najlepiej zostawić kamper na kempingu i zwiedzać skuterem, Vespą albo dodatkowym samochodem. Rower elektryczny według Adasia odpada.

Adaś nie miał skutera, więc na San Damiano wypożyczył auto. To dobra alternatywa, choć nie wszędzie warto nim jechać: jeśli uszkodzi się samochód, można stracić kaucję. Przyczepy na Korsyce też nie są problemem, bo i tak jeździ się od kempingu do kempingu.

Korsyka jest kempingowa i nie warto liczyć na dwa tygodnie na dziko. My stawaliśmy czasem na płatnych parkingach w mieście, ale trzeba sprawdzać godziny. Na jednym parkingu, czynnym do 22:00, wieczorem byliśmy już w piżamach i musieliśmy się zbierać. W szczycie sezonu Adaś nie radzi jechać, bo jest za gorąco. Poleca termin tuż przed wakacjami albo wrzesień.

Sardynia jesienią

Po przerwie na kawę i ciasto przechodzimy na Sardynię. Zgadzamy się, że Sardynia jest vanliferska, a Korsyka kempingowa. W porównaniu z poprzednim rokiem na Sardynii jest już więcej ograniczeń, głównie w najbardziej popularnych miejscach. Obawiam się, że za kilka lat trudno będzie tam stanąć.

Adaś jedzie teraz na południe Sardynii. Obaj uważamy, że południe jest ładniejsze, cieplejsze i spokojniejsze, bo większość ludzi zwiedza tylko północ. Najlepszy termin to według nas wrzesień, ale po 15. W październiku nadal jest gorąco, tylko częściej przychodzą chmury i deszcze, więc jeździ się według prognozy. My w zeszłym roku wyjeżdżaliśmy dopiero 6 października i codziennie goniliśmy za pogodą. Adaś był kiedyś na Sardynii do 10 listopada. Musiał wtedy lawirować między wschodem a zachodem, bo gdy po jednej stronie wyspy padało, po drugiej świeciło słońce.

Z tego filmu

  • Prom na Korsykę: 640 zł w jedną stronę za dwie osoby z promocją minus 400 zł (wyjazd Adasia, czerwiec 2026). Przeprawa trwa około 4 godzin.
  • Kempingi na Korsyce: 38 € i 52 € w pierwszej linii na San Damiano u Adasia (czerwiec 2026), u nas najwyżej 35 € (wrzesień 2026).
  • Około 90% korsykańskich kempingów nie ma wody przy parcelach, a parcele są słabo oznaczone.
  • Korsyka jest górzysta i kempingowa: do zwiedzania przydaje się skuter, Vespa albo auto z wypożyczalni.
  • Na Sardynię najlepiej jechać we wrześniu po 15. W październiku częściej trzeba szukać pogody.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube