Łeba przed sezonem: parking dla kampera, port i szeroka plaża

Po pierwszej nocy na dziko w centrum Kołobrzegu ruszyliśmy dalej wzdłuż wybrzeża, w kierunku Słupska. Plan był prosty: gdzie nas oczy poniosą, tam jedziemy. Po drodze trzeba było zadbać o higienę kampera, czyli zrzucić szarą wodę, oczyścić toaletę i nalać czystej wody, bo nie wiedzieliśmy jeszcze, czy kolejna noc będzie na dziko, czy na kempingu. A noc pod mostem w Kołobrzegu? Adrianka nie miała żadnych zastrzeżeń, nawet nie padło hasło, że jest zimno albo ciasno.
Łeba w niedzielne popołudnie
Celem dnia okazała się Łeba. Dojechaliśmy w niedzielę około 14 i miasto wyglądało na uśpione: pusto, mało ludzi, to jeszcze nie był sezon. Nie znaliśmy Łeby, więc najpierw pojeździliśmy po ulicach. Część z nich ma ograniczenie do 3,5 tony, a my mieścimy się w tym limicie, więc mogliśmy podjechać bliżej centrum.
Parking dla kampera to wyzwanie
Znalezienie miejsca do zaparkowania przy porcie i plaży okazało się nie lada wyzwaniem, nawet poza sezonem. Duży kamper zawsze będzie gdzieś wystawał, więc kilka razy trzeba było zawracać. W końcu znaleźliśmy parking i poszliśmy na rekonesans pieszo. Pierwsze wrażenie z centrum było średnie, ale zmieniło się, gdy przeszliśmy się po miasteczku.
Port, smażalnie i statek Huragan
Przy nabrzeżu stoją łodzie miejscowych rybaków, a obok stragany, smażalnie ryb, pizzerie i lokale, które w tym dniu były otwarte. Można zjeść choćby wędzonego śledzia. Dalej jest straż pożarna i stacja ratownictwa morskiego ze statkiem ratowniczym Huragan. W porcie trwała budowa, widać było dźwig i betonowe ściany, więc za rok to miejsce może wyglądać zupełnie inaczej.
Najważniejsze odkrycie spaceru: miejsce na nocleg przy porcie, w zieleni, trochę pod lasem i blisko plaży. Wcześniej ktoś stał tam w pierwszej linii i aż mu tego pozazdrościliśmy. Wody mieliśmy jeszcze 60 procent, więc spokojnie mogliśmy zostać na noc na dziko.
Plaża w Łebie
Plaża zrobiła na nas duże wrażenie: szeroka, z jasnym, drobnym piaskiem, po którym chce się chodzić boso, a zaraz za nią las. Tego dnia morze było zupełnie spokojne, bez fal, i był odpływ. Zaczęły się też pojawiać pierwsze parawany. Na plaży pracował statek, który wyglądał nam na pogłębiarkę. Około 17 wyszło słońce, termometr pokazał 23 stopnie i puchową kurtkę trzeba było zwinąć i zawiązać w pasie. Adrianka była w Łebie jako 17-latka i stwierdziła, że niewiele się tu zmieniło.
Po tym spacerze zrozumieliśmy, dlaczego ludzie przyjeżdżają nad polskie morze: nie dla zimnej wody, tylko dla tych szerokich plaż z lasem tuż za nimi. Szkoda, że zabrakło nam jednego dnia. Okolica ma ścieżki rowerowe i tereny spacerowe, a kilka kilometrów dalej są ruchome wydmy, do których tym razem nie dotarliśmy.
Z tego wyjazdu
- Trasa: Kołobrzeg, w kierunku Słupska, Łeba.
- Część ulic w Łebie ma ograniczenie do 3,5 t, sprawdź masę swojego kampera.
- Parking dużym kamperem przy porcie i plaży: trudno nawet poza sezonem.
- Nocleg: na dziko przy porcie, w zieleni blisko plaży.
- Zanim staniesz na dziko, sprawdź zapas wody (my mieliśmy 60%).