Z Rovinja nad jezioro Bled: pełny kemping, parking dla kamperów i ceny

Z Rovinja wyjechaliśmy z dwiema pamiątkami: kapeluszami kupionymi w mieście. Kierunek: jezioro Bled w Słowenii, jako przystanek w drodze do Polski i przedsmak przyszłej podróży po Słowenii, w której to miejsce jest u nas na pierwszym miejscu.
Słowenia bocznymi drogami
Przez Słowenię jechaliśmy bez winiety, więc omijaliśmy autostrady i szybkie drogi, a jechaliśmy przez wioski i pola. Gdyby ktoś zapytał, z czym kojarzy nam się Słowenia, odpowiedź jest jedna: z kolorem zielonym. Zakręt za zakrętem, liściaste drzewa, strumyki, trochę jak w Bieszczadach. I wszędzie ktoś kosi trawę: na traktorku, kosą albo grabiami. Na 250 kilometrów potrzebowaliśmy 4 godzin i 40 minut.
Bled bez rezerwacji
Pod kempingiem nad jeziorem byliśmy drudzy w kolejce i niestety: wszystko zajęte. Wokół jeziora nie da się stanąć na dziko, więc bez rezerwacji nawet nie próbujcie. Był piątek po południu, zaczynał się weekend, a nam nawet nie przyszło do głowy, że w takim miejscu to ma znaczenie. To tak, jakby przyjechać w weekend do Zakopanego i dziwić się, że nie ma miejsc. W kolejce zobaczyliśmy przy okazji Niesmann+Bischoff, jeden z najdroższych kamperów robionych na zamówienie.
Wyznaczyliśmy już kierunek na Austrię, kiedy okazało się, że w miejscowości jest parking dla kamperów. Wszystko zajęte poza jednym miejscem, które było dla nas. Opłaciliśmy 24 godziny. Nad jezioro idzie się stamtąd około 10 minut.
Parking dla kamperów: ceny i zasady
Opłatę wrzuca się do automatu i trzeba mieć wyliczoną kwotę, bo automat nie wydaje reszty. W maju 2023 zapłaciliśmy 25 euro. Według tablicy poza sezonem doba kosztuje 20 euro z 6 kWh prądu, od kwietnia do czerwca (i we wrześniu) 25 euro, a w lipcu i sierpniu 40 euro. Zrzut szarej wody i toalety chemicznej jest bezpłatny, bez żadnych kodów. Woda pitna jest płatna: dostaje się kartę z kodem kreskowym, którą przykłada się do czytnika, a ona pokazuje, ile zostało wody i prądu. Jest też Wi-Fi. Nam przez noc zeszło 4 kWh z 6, sami nie wiemy na co. Kiedy wolnych miejsc zabrakło, kampery stawały też na stanowiskach dla autokarów, które również mają przyłącza prądu.
Wieczór i rower wokół jeziora
Wieczorem spacerowaliśmy nad jeziorem o zachodzie słońca. W Grand Hotelu Toplice nocowała reprezentacja Polski, bo na jeziorze odbywały się zawody wioślarskie. Na kolację poszliśmy na pizzę, po około 13 euro. Pikantna była naprawdę pikantna, a truflowa Adrianki to chyba najlepsza pizza truflowa, jaką jedliśmy. Ten lokal polecamy.
Rano objechaliśmy rowerem część jeziora. Ścieżka rowerowa krzyżuje się z pieszą, teren jest równy. Przez trybuny ustawione na zawody nie dało się objechać całego jeziora, więc zawróciliśmy, ale i tak wyszło około 10 kilometrów. Zajrzeliśmy na kemping, na który się nie dostaliśmy: duży, płaski, z różnymi parcelami i strefą namiotową, i rzeczywiście pełny. Drona za dużo nie polataliśmy, bo zabrałem starą baterię. Wniosek: przejeżdżając w okolicy, warto zrobić tu stop na 24 godziny, ale w weekend bez rezerwacji ani rusz.
Przez Austrię pod Wiedeń
Na granicę słoweńsko-austriacką wjechaliśmy tunelem. Po stronie austriackiej pan z okienka zatrzymał nas do kontroli, obejrzał dowody osobiste i kazał jechać dalej. Na noc stanęliśmy pod Wiedniem na parkingu przy basenie, znalezionym w aplikacji park4night, gdzie ma same piątki. Cicho i spokojnie. Do domu zostało 360 kilometrów i bylibyśmy na miejscu o północy, ale nigdzie nam się nie spieszyło. Tak skończyły się nasze trzy tygodnie w Chorwacji.
Z tego wyjazdu
- Słowenia bez winiety: bocznymi drogami, 250 km w 4 h 40 min.
- Kemping nad jeziorem Bled w weekend: bez rezerwacji brak szans.
- Parking dla kamperów w Bledzie: 25 euro za dobę (maj 2023), w lipcu i sierpniu 40 euro, automat nie wydaje reszty.
- Zrzut szarej wody i toalety gratis, woda pitna na kartę.
- Nocleg w drodze: parking przy basenie pod Wiedniem, z park4night.