Co zobaczyć na Sardynii kamperem: od wydm Piscinas po plażę pod palmami

Niedzielny poranek na wydmach Piscinas. To miała być druga z trzech miejscówek zaplanowanych na poprzedni dzień, ale zostaliśmy tu na noc, bo miejsce jest epickie. Rano spotkaliśmy żuczki gnojarze, a obok Benka stał Mercedes na takich oponach, jakie są na Sardynii jedynie słuszne. Benek też ma opony terenowe, ale nie aż tak agresywne.
Wydmy i dwa beach bary
Wydmy są mocno wydeptane, a raz trafiliśmy na potłuczone szkło. To rzadkość, bo Sardynia jest bardzo czysta i plaże są wysprzątane. Do wyboru są dwie plaże, każda z beach barem. W jednym za 1 euro można wziąć prysznic, ale bez kosmetyków. Toaleta była już zamknięta, bo sezon się skończył. Na drewnianym mostku przy barze, w którym siedzieliśmy wieczorem, wychodzą idealne zdjęcia.
Bora Bora i darmowy serwis
Specjalnie zboczyliśmy kilka kilometrów z trasy, żeby zobaczyć plażę przy pizzerii Bora Bora. Po sezonie pizzeria była zamknięta, ale widok ma przedni. W samym mieście z parkowaniem jest kłopot, bo wszystko jest płatne. Na końcu plaży jest pole dla kamperów z widokiem.
Plany trochę nam się rozsypały, bo trzeba było zrobić serwis. Cudem znaleźliśmy w Park4night darmowy punkt serwisowy i zrobiliśmy wszystko: 100% wody, pusta toaleta, pusta szara. Mam mapkę z 200 plażami, więc gdybyśmy na każdej chcieli łapać zachód słońca, zabrakłoby nam dni.
Parkingi i mandaty po sezonie
Kolejną noc spędziliśmy na olbrzymim parkingu przy plaży, obok dwugwiazdkowego kempingu. Choć staliśmy na niebieskich liniach, nic nie płaciliśmy. Myśleliśmy, że w październiku plaże będą puste. Pomyliliśmy się, ale po sezonie większość takich parkingów jest bezpłatna. Przy spektakularnych plażach obowiązują za to płatne miejsca: zwykle 10–15 euro, rzadko 20.
W okolicy patrolują służby i jest bezpiecznie. Przez ponad trzy tygodnie nie słyszeliśmy o żadnym incydencie. Pilnuje się za to, żeby się nie rozkładać. Widzieliśmy, jak ktoś, kto urządził przy kamperze biesiadę z kurczakiem i winem, dostał mandat, chyba 80 albo 90 euro.
Rajd po plażach
Pierwsza plaża dnia była mocno oblegana przez lokalsów, z wodą przejrzystą jak z kranu. Śniadanie zjedliśmy o 12:00. Zaraz obok jest Spiaggia Grande, czyli duża plaża, a kilka minut dalej skały, które wyglądają na wulkaniczne. Przypominały mi Islandię, w której się zakochałem. Sardynia jest bardzo różnorodna: można spać na wysokich klifach, na plażach dwumetrowych i takich, którym nie widać końca.
Na jednym z klifów znaleźliśmy różowy piasek. Adrianka nie podchodziła do krawędzi i dobrze, bo ziemia jest tam podmyta. Kolejna plaża ma nazwę, która oznacza długą plażę, i duży parking, na którym po sezonie śmiało można przenocować. W sezonie nie ma co się tam nawet dopchać. Było ponad 30 stopni, choć prognoza tego nie zapowiadała.
Na noc wybraliśmy ostatnią z oglądanych plaż, z parkingiem pod palmami, które bardzo lubimy. Wjechać między palmy się nie da, ale po sezonie nie trzeba płacić za parking. Pozostało sprawdzić, czy wieczorem będzie otwarta pobliska pizzeria.
Z tego filmu
- Piscinas: prysznic w beach barze za 1 euro, toaleta po sezonie zamknięta (październik 2023).
- Darmowy serwis: znaleziony w Park4night.
- Parkingi po sezonie: zwykle bezpłatne, przy topowych plażach 10–15 euro, rzadko 20.
- Rozkładanie się przy kamperze: widzieliśmy mandat ok. 80–90 euro.
- Nocleg: darmowy parking pod palmami.