Trogir na dziko: wichura, darmowy nocleg przy plaży i test blenderów

Chorwacja znów spłatała nam figla. Kładliśmy się spać na linii brzegowej, a obudziliśmy się pod płotem: w nocy przyszła taka wichura, że szybko przestawiliśmy kampera, tak jak dwie inne załogi obok. Nie baliśmy się, że wiatr przewróci kampera, tylko że czymś w nas uderzy. Na szczęście wieczorem schowałem krzesełka, bo spodziewałem się deszczu. Starlink przetrwał bez szwanku. Prognozę sprawdzamy tylko w aplikacji Windy, a ona pokazywała czerwony pasek wzdłuż całego chorwackiego wybrzeża. Był maj 2023, który w Chorwacji totalnie się nie udał.
483 km do dzikiej miejscówki
Tego dnia przejechaliśmy 483 km w prawie 7 godzin, a autostrady kosztowały nas dodatkowo około 200 zł. To się zupełnie nie opłaca. Stanęliśmy na dzikiej miejscówce na wyspie przy Trogirze, sam Trogir widać z daleka. Jest tu mała marina naprzeciwko wioski, wał, a za nim maleńka plaża z czystą wodą. Rano z okna mamy widok na zatokę. Budowano tu toaletę, a obok jest prysznic z wodą, choć nie sprawdzaliśmy, czy słodką.
Nigdzie nie było zakazu parkowania ani biwakowania, ale wątpię, żeby w sezonie można było tu legalnie stać. Na dziko w Chorwacji się da, tylko trzeba rozsądnie wybrać miejsce. Dwa dni wcześniej za miejsce w pierwszej linii brzegowej płaciłem 50 euro, a tu było za darmo. Planujemy zostać dwie noce. Następnego dnia lało od rana, więc zrobiliśmy sobie dzień organizacyjny.
Problem z prądem
Mamy problem energetyczny. Chyba źle wyliczyłem pojemność akumulatorów: mamy 200 Ah i dwa panele po 180 W na dachu, a to nam nie wystarcza, bo mamy za dużo urządzeń, które zużywają prąd. Przy pochmurnej pogodzie solary nas nie ładują. Akurat w komentarzu padło pytanie, jak sobie radzimy, i wyszło, że sobie nie radzimy. Muszę porozmawiać z kimś, kto zna się na energii w kamperach.
Test turystycznych blenderów
Z nudów zrobiliśmy test dwóch blenderów. Jeden wozimy od dawna, drugi kupiliśmy po tym, jak pokazali go Paulina i Dariusz na kanale Nasz Karawaning. Nazw nie podaję, chodzi o różnice. Do obu wrzuciliśmy liście, banana z gruszką i jogurt. Nasz stary blender jest mniej pojemny: trzeba było upychać składniki sztućcem, a za mocno dopchany nie miał siły ruszyć. Drugi najpierw nie działał wcale, bo był rozładowany. Po naładowaniu oba zmiksowały koktajl. Plusy nowego: ma blokadę, więc nie da się go przypadkiem uruchomić po odkręceniu, i ma pojemnik z miarką, z którym można od razu jechać na rower. Przy starym uważałbym przy dzieciach.
Po południu wyszło słońce. Adrianka robiła obiad, a ja poszedłem na plażę i czekałem, aż zawoła: „Tomek, obiad!”.
Z tego wyjazdu
- Przejazd: 483 km w prawie 7 godzin, autostrady ok. 200 zł (maj 2023).
- Nocleg: darmowa dzika miejscówka przy małej plaży na wyspie koło Trogiru.
- Prognoza wiatru: aplikacja Windy.
- Energia: 200 Ah i dwa panele po 180 W to dla nas za mało przy pochmurnej pogodzie.