Wiedeń kamperem na jarmark: kamperplac, metro i dubajska czekolada

To był totalny spontan: jedziemy zobaczyć, jak wygląda jarmark w Wiedniu. Tym razem towarzyszyła nam Vanessa. Dojazd to około 400 km, 5 godzin jazdy i jeden bak paliwa. Prawdziwym celem była jednak misja: znaleźć w Wiedniu oryginalną dubajską czekoladę, a nie tę z Lidla.
Kamperplac i metro
Stanęliśmy na kamperplacu, który jest bardzo prosty w obsłudze. Przy wjeździe zatrzymujecie się przy znaku stop i idziecie do recepcji. Pan wypełnia kartkę z długością pobytu, przydziela miejsce i pyta, czy chcecie prąd. My wybraliśmy wersję bez prądu. To nie kemping, tylko dobrze zorganizowany parking dla kamperów: 167 miejsc w rzędach, ciepłe prysznice i toalety oraz bardzo dużo stanowisk do zrzutu kasety i szarej wody. Tylu stanowisk serwisowych nie widzieliśmy nigdzie.
W grudniu doba bez prądu kosztowała 25 euro. Za 7 euro dopłaty można zostać do 17 następnego dnia, więc w sumie zapłaciliśmy 32 euro. Ciekawostka: pieniądze wkłada się do koperty z kartką i przy wyjeździe wrzuca do skrzynki.
Do metra idzie się niecałe 5 minut. Bilet kupuje się w automacie, to bardzo intuicyjne. 24-godzinny kosztuje 8 euro od osoby, pojedynczy przejazd 2 euro, jest też bilet na 48 godzin. Bilet kasuje się tylko raz, przy pierwszym przejeździe, i od tej chwili liczy się czas. Z przesiadką na linię U3 dojechaliśmy na Stephansplatz w około pół godziny. Dobra rada: przy wyjściach z metra są porządne toalety, a pierwszego dnia mieliśmy problem z ich znalezieniem.
Jarmark
Było 3 stopnie, tłumy i świetnie przystrojone miasto. Jarmark jest ogromny i zrobił na nas duże wrażenie: przepotężna choinka, drzewo z czerwonymi serduszkami, karuzela, park ze światełkami i lodowisko w formie ścieżki, po której jeździ się dookoła. Hot dog kosztował 7 euro, są też bezalkoholowe grzańce. Budki bardzo różnią się od tych na polskich jarmarkach, gdzie zwykle powtarzają się te same cztery: kiełbasa, grzaniec, langosz i pamiątki. W Wiedniu jest kilka jarmarków, również mniejszych. Wieczorem poszliśmy na ten pod katedrą Świętego Szczepana, ale o 21 większość budek była już zamknięta.
Hard Rock Cafe
Do Hard Rock Cafe bez rezerwacji trudno się dostać, ale mieliśmy szczęście i po chwili dostaliśmy mały stolik na końcu sali. Pieczony łosoś z puree zaskoczył nas najbardziej, a frytki z serem i bekonem były obłędne. Hamburger „diablo” okazał się bardzo dobry, ale wcale nie ostry. Rachunek wyniósł 63 euro, co jak na Wiedeń jest normalną ceną. Tego dnia przeszliśmy 20 tysięcy kroków.
Misja: dubajska czekolada
Pierwszego wieczoru Vanessa spróbowała słodyczy „o smaku dubajskiej czekolady”, ale nie zachwyciły. Następnego dnia szukaliśmy dalej. W jednym sklepie były tylko tabliczki za 4 euro, w innym czekolada okazała się turecka. W sklepie Lindt czekolada była tylko w formie kulek, a dostawa tabliczek miała przyjść następnego dnia, 13 grudnia, kiedy nas już nie było. Po drodze minęliśmy najdroższą ulicę w Wiedniu z luksusowymi sklepami, a Vanessa wytłumaczyła nam, czym jest matcha.
Z tego wyjazdu
- Dojazd: ok. 400 km, 5 godzin, jeden bak.
- Kamperplac (grudzień 2024): 25 euro za dobę bez prądu, przedłużenie do 17 za 7 euro, 167 miejsc.
- Metro: bilet 24 h 8 euro, pojedynczy przejazd 2 euro; kasuje się tylko raz.
- Hard Rock Cafe Wiedeń: 63 euro za kolację dla dwojga.
- Toalety w centrum: przy wyjściach ze stacji metra.