Cala Cipolla, hotel w latarni za 600 euro i pełny kemping w Costa Rei

Wtorkowy poranek, widok z okna na plażę Cala Cipolla. Ta miejscówka to jedna z najlepszych, jakie nam się tu przytrafiły. Adrianka walczyła z parasolem, który porwał wiatr, a my poszliśmy na poranny trekking.
Latarnia, która jest hotelem
Ścieżka prowadzi wzdłuż wybrzeża, a po drodze są zakątki, w których można się schować. Rano minął nas kamper przerobiony z samochodu dostawczego, a za nim cała kolumna osobówek. Okazało się, że to pracownicy jadą do pracy. Latarnia na cyplu jest pięciogwiazdkowym hotelem z basenami, a doba kosztuje tam 600 euro. Budynek obok nazywa się Belvedere. Brama była zamknięta, ale nigdzie nie było napisu, że to teren prywatny, więc doszliśmy pod sam hotel. Wzdłuż trasy chodzi dużo backpackerów, którzy chyba robią długie odcinki pieszo.
Był 17 października i miałem wreszcie moją pogodę: 25 stopni, lekkie chmury i wiaterek. Wszedłem na szczyt nad przepaścią, w klapkach. To była głupota i Adrianna by mnie za to zabiła. Na takie skały nie chodźcie w klapkach. Resztę dnia spędziliśmy na plaży, a wieczór na krzesełkach z widokiem.
Załamanie pogody i Costa Rei
Następnego dnia, 18 października, przyszło pierwsze poważne załamanie pogody. Trzeba było zrobić serwis. Da się tu żyć na dziko nawet miesiąc, jeśli ma się toaletę separacyjną. Wodę łatwo zdobyć, a szarą najczęściej zrzucamy na myjniach samochodowych, których jest tu bardzo dużo. Wystarczy uczciwie wrzucić 1 euro za mycie.
Pojechaliśmy na kemping w Costa Rei, ale nas nie wpuścili, bo był pełny. Nie spodziewaliśmy się, że o tej porze roku zabraknie miejsc. Plaża jest olbrzymia, ciągnie się kilometrami w obie strony. Po południu znów wyszło słońce. Serwis udało się zrobić u gospodarza, który sprzedaje drewno. Wodę lejemy przez trzy filtry: wstępny, węglowy i z lampą UV, bo nie wiemy, co płynie z kranu. Pierwszy filtr jest z nami od początku, od 20 000 km, i zrobił się szarawy, więc czas go wymienić.
Na noc wróciliśmy na miejscówkę, którą pokazywaliśmy przed wyjazdem do Cagliari. Działa tam bar, kampery mogą stać, ile chcą, a w okolicy są szlaki trekkingowe.
Prąd, czyli nasz problem
Jedyny minus dzikich miejscówek to brak prądu. Mamy dwa akumulatory po 100 Ah i przy naszym zużyciu to za mało. Komputery do pracy, powerbanki do drona, wiatraki: solary tego nie ogarniają. Marzą mi się dwa razy po 200. Przy mocno roboczym dniu musieliśmy więc zjechać na kemping z prądem.
Pierwszy kemping z listy był zamknięty, drugi przyjął nas bez problemu. Ma duże parcele, częściowo zadrzewione, ale jest trochę zaniedbany, a restauracja i toalety były w remoncie. Stała tu ekipa z Gdańska. Ciekawostka: tuż przed kempingiem, wzdłuż plaży, są miejsca, na których można stać na dziko dwa metry od wody. Do obiadu ogórki kiszone od babci Halinki, wiezione aż z Polski.
Z tego filmu
- Hotel w latarni koło Cala Cipolla: 600 euro za dobę (październik 2023).
- Szara woda: zrzut na myjni za 1 euro.
- Kemping w Costa Rei: w połowie października brak miejsc.
- Filtry wody: wstępny, węglowy i UV.
- Akumulatory 2 x 100 Ah nie wystarczają nam przy pracy zdalnej.