Przejdź do treści

Budapeszt kamperem w 24 godziny: nocleg z widokiem i spacer po mieście

Film z

Kadr z filmu: Budapeszt kamperem w 24 godziny: nocleg z widokiem i spacer po mieście (Wielka Hala Targowa, Budapeszt, Węgry)
Kadr z filmu

Ruszyliśmy w nową podróż, kierunek Grecja. Na start zatankowaliśmy 68 litrów za 467 zł, czyli po 6,80 zł za litr. Do Salonik nawigacja pokazywała około 1400 km i 15 godzin ciągłej jazdy, ale my jedziemy tempem żółwia, z przystankami. Pierwszy: Budapeszt. Wyjeżdżaliśmy w ulewie, uciekając przed burzą w stronę słońca.

Przez Czechy i Słowację

Granicę przekroczyliśmy w Cieszynie. Przez Czechy jedzie się tylko krótki kawałek darmowymi drogami, a winiety kupiliśmy na Słowację i Węgry. Kupowaliśmy je przez internet: płaci się parę złotych drożej, bo pośrednik dolicza 10–15 zł, ale wszystko załatwia jedno kliknięcie. Wybraliśmy najkrótszą trasę, częściowo bocznymi drogami przez wioski, którymi jeździ też sporo tirów omijających opłaty. W końcu i tak wjechaliśmy na słowacką autostradę, więc winieta się przydała.

Po 320 km i 5 godzinach jazdy mieliśmy spalanie 8 litrów na 100 km przy średniej 65 km/h. Na Węgry wjechaliśmy po ciemku. Drogi były tak dziurawe, że jechało się jak wozem drabiniastym.

Nocleg z widokiem

Miejsce znaleźliśmy w Park4Night: ulica, a właściwie parking na jej końcu, z pięknym widokiem na miasto. Ryzyko było duże, bo przyjechaliśmy późnym wieczorem i nie wiedzieliśmy, czy będzie wolne miejsce, ale się opłaciło. Rada: nie stawajcie przy hydrancie i tam, gdzie rano podjeżdża śmieciarka. Zostaliśmy na dwie noce, za darmo.

Buda: Zamek Królewski i Baszta Rybacka

Ruszyliśmy wzdłuż Dunaju, uważając na rowerzystów, którzy jeżdżą tu bardzo szybko. Budapeszt jest świetny na rower, ale tym razem rowerów nie wzięliśmy. Wdrapaliśmy się pod Zamek Królewski, gdzie był pomnik księcia Eugeniusza Sabaudzkiego, a obok funikular, którym jechaliśmy poprzednim razem. Pałac prezydenta był zamknięty, więc szliśmy dołem.

Baszta Rybacka to jedno z najbardziej obleganych miejsc w mieście, z obłędną panoramą. Adrianka polowała na wolne okienko do zdjęcia bez ludzi. Byliśmy tu trzeci raz i pewnie wrócimy jeszcze nie raz.

Peszt: hala targowa, parlament i langosze

Przez Most Łańcuchowy przeszliśmy do Pesztu. Przy Hard Rock Cafe (Tomas zbiera t-shirty z każdego) jest wjazd na rooftop, z którego jest świetny widok. Ceny w knajpach na głównej ulicy są jak w Polsce, a Budapeszt to bardziej miasto imprezowe niż muzealne, najlepiej przyjechać w ekipie.

Wielką Halę Targową trzeba zobaczyć, ale bez niej nic nie stracicie: na dole stoiska z węgierskimi wyrobami, na górze bary. Talerz jedzenia kosztował około 9000 forintów, a „ekskluzywny langosz” w przeliczeniu około 90 zł. Promenadą nad Dunajem doszliśmy do pomnika ofiar Holokaustu i pod parlament. Na koniec Karavan, street food polecany za najlepsze langosze. Wzięliśmy ostrego i klasycznego i niestety nie podeszły nam, byliśmy rozczarowani.

Na zegarku było 14,5 km z buta. Kubeczek wiśniówki (200 ml) za 40 zł odpuściliśmy, kierowca nie pije. Wróciliśmy do Benka na zachód słońca nad miastem.

Z tego wyjazdu

  • Trasa: Cieszyn, Czechy (krótki odcinek bez opłat), Słowacja, Węgry; winiety SK i HU kupione online.
  • Paliwo w Polsce: 6,80 zł/l; spalanie ok. 8 l/100 km przy średniej 65 km/h.
  • Nocleg: darmowe miejsce z Park4Night z widokiem na miasto, dwie noce.
  • Pieszo: Zamek Królewski, Baszta Rybacka, Most Łańcuchowy, hala targowa, parlament, ok. 14,5 km.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube