Plaże zachodniej Sardynii: dzikie biwaki, Torre Grande i wydmy Piscinas

Był 6 października, bezchmurne niebo i żar z nieba. Staliśmy na totalnym dzikusie przy plaży, gdzie dzień wcześniej wiało, a kitesurferzy skakali na falach. Sardynię przemierzamy już trzeci tydzień i jest naprawdę czysta, przy plażach stoją śmietniki. Co drugi kamper zrzuca szarą wodę pod siebie. Uważamy, że woda z miednicy bez chemii to raczej nie problem.
Jedna plaża zamiast trzech
Na ten dzień mieliśmy zaplanowane trzy plaże. Pierwsza okazała się dzikusem bardzo popularnym wśród vanów, z obłędnym kolorem wody. Wjechała tam nawet Integra, choć nie wyobrażam sobie, jak. Przyjechała policja i właściciel rozstawionych leżaków dostał ostrzeżenie, po czym wszystko złożył. Pełna kultura. Mieliśmy być godzinę, a minęły trzy. Na Sardynii nasz rytm wygląda tak: śniadanie o 12:00, obiad o 17:00, kolacja koło 21:00.
Solary ładowały w tym słońcu tylko 55 W przy mocy 160 W, więc to raczej zabawa. Pędził nas serwis. Słynną plażę Is Arutas przejechaliśmy spontanicznie. Benek jechał przy tym z otwartym oknem dachowym, ale po bezdrożach jechaliśmy 5 km/h, więc nic się nie stało.
Plaża z prysznicami i serwis za 10 euro
Następna plaża jest olbrzymia i szeroka, a przy każdym zejściu ma prysznice, z których można za darmo zmyć słoną wodę. Są tam tabliczki z karami po 300 i 1000 euro. Jest też sklepik ze strojami kąpielowymi, maskami i parasolkami. Zrobiliśmy tylko zdjęcie, bo przed zmrokiem trzeba było znaleźć serwis.
W okolicy nie było nic, więc pojechaliśmy na kemping. Pan coś liczył na kartce i wyszło mu 16 euro, ja zaproponowałem 10 i zgodził się. Kącik serwisowy był zaniedbany, a kraniki opisane jako woda niezdatna do picia. My mamy własny system filtrów, ale warto o tym pamiętać. Pokazaliśmy też rysy na szybie. To nie zarysowania, tylko kurz po ocieraniu się o krzaki na wąskich dojazdach.
Torre Grande
Na zachód słońca dojechaliśmy na plażę przy marinie z wieżą. Rano okazało się, że to olbrzymia, długa plaża bez glonów, z deptakiem i całą aleją beach barów. W sobotę o 9:30 schodzili się tylko lokalsi. Na szczycie potężnej wieży ktoś urządził mieszkanie z tarasem. Na plaży leżało mnóstwo kuleczek, jakby z wełny albo siana. Nie wiemy, co to jest.
Lidl i offroad na wydmy
Potem duże zakupy w Lidlu za 87 euro: wędliny, kotlety, kurczak, pieczywo, bufala, kozie serki, hummus z marchewkami, jajka i grzybki do jajecznicy. Sporo bierzemy z przecen. Wizyta w McDonaldzie tym razem nas nie przekonała.
Dalej asfalt nagle się skończył i zaczął się offroad. Po jednej stronie żółta ziemia, jakby siarka, po drugiej pole małych wieżyczek. Nie wiemy, co to jest, dajcie znać. Na koniec droga przechodzi przez wodę i ktoś przejeżdżał tędy nocą. Jeśli macie Integrę, nie jedźcie tą drogą. Tu najlepiej 4×4 na terenowych oponach z wysokim zawieszeniem. Na końcu są wydmy Piscinas i dwie plaże bez ludzi, z beach barem. Zostaliśmy do rana, a zachód słońca złapaliśmy w barze przy Aperolu.
Z tego filmu
- Serwis na kempingu: wynegocjowane 10 euro zamiast 16 (październik 2023).
- Kraniki na kempingach bywają opisane jako woda niezdatna do picia.
- Nocleg: plaża przy Torre Grande.
- Zakupy w Lidlu: 87 euro.
- Dojazd na wydmy: tylko autem terenowym, z przejazdem przez wodę.