La Cinta, Lu Impostu i Cala Brandinchi: ostatni dzień na Sardynii

31 października przyjechaliśmy na kemping przy plaży i zdziwiliśmy się, że jest prawie pełny. Następnego dnia czekał nas prom z Olbii, więc to był nasz ostatni pełny dzień na Sardynii.
Kemping w pierwszej linii
Na recepcji dostaliśmy mapkę i mieliśmy sami sprawdzić wolne miejsce. Nie możemy stać pod drzewami, bo przeszkadzają Starlinkowi, a większość parceli jest w cieniu. Pierwsza i druga linia przy plaży były zajęte. Wypatrzyliśmy wolne miejsce numer 27, przy samej plaży. Okazało się zarezerwowane, ale pani na recepcji zobaczyła kamerę i przepisała rezerwację, a nam dała to miejsce. Bez kamery pewnie by się nie udało.
W niskim sezonie zapłaciliśmy 34 euro za dobę z prądem, w pierwszej linii, bo tu ceny nie zależą od położenia parceli. W wysokim sezonie jest dwa razy drożej. Kemping ma plac zabaw, drink bar i restaurację z pizzą robioną na miejscu. Według informacji na miejscu jest czynny do 5 listopada.
Rada od jednego z widzów, za którą dziękujemy: kabel z bębna zawsze rozwijajcie do końca, gdy podłączacie się do prądu, zwłaszcza przy dużym poborze mocy, jak klimatyzacja czy grzejnik. Inaczej kabel na bębnie może się nagrzewać.
La Cinta
Z parceli do plaży są dwa metry. Biały piasek, niesamowita woda i handlarze chodzący z okularami i sukienkami. Kupiłem tu ręcznik od sprzedawcy za 10 euro, przy budżecie 20, ale Adrianka nie była zachwycona. Rozmawialiśmy też o tym, że wszędzie spotykamy Niemców, a Polaków na wyspie było wtedy może trzech, czterech. Zostawiliśmy tę plażę na sam koniec i już wiemy, że następną podróż po Sardynii zaczniemy właśnie stąd.
Lu Impostu i Cala Brandinchi
Z mapą okolicznych plaż ruszyliśmy na Vespie. Lu Impostu to szeroki łuk piasku z wodą po kostki daleko od brzegu. Przy wjeździe stoją znaki zakazu dla kamperów, ale w październiku nikt ich nie respektował i kilka kamperów stało legalnie nad wodą. Na Sardynii jest niepisana zasada, że część zakazów obowiązuje tylko w sezonie. Bez kampera można tu przyjechać rowerem elektrycznym albo wypożyczonym autem czy skuterem.
Na Cala Brandinchi wjazdu na parking pilnują już barierki. To podobno jedna z najlepszych plaż na Sardynii. Po sezonie była pół na pół: z jednej strony trawa morska, z drugiej czysty biały piasek. Latem trawa jest sprzątana.
Capo Coda Cavallo
O tej porze roku dzień jest krótki: o 16 zostaje godzina do zachodu, a potem robi się ciemno jak po pstryknięciu przełącznika. Na złotą godzinę zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym, a potem wyboistą, widokową drogą zjechaliśmy na ostatnią plażę. Na miejscu jest świetny spot na nocleg i ścieżki na spacery. Po przypłynięciu wybraliśmy tym razem kierunek na północ. Gdybyśmy pojechali na południe, w stronę Zatoki Orosei, trafilibyśmy na te plaże od razu. To okolica na cały tydzień skakania z plaży na plażę.
Z tego wyjazdu
- Kemping przy plaży La Cinta (31 października 2024): 34 euro z prądem w niskim sezonie, w wysokim dwa razy drożej.
- Kabel z bębna rozwijajcie zawsze do końca.
- Lu Impostu: znaki zakazu dla kamperów, w październiku nieegzekwowane.
- Cala Brandinchi: wjazd na parking zablokowany barierkami.
- Okolice plaż najwygodniej objechać skuterem lub rowerem elektrycznym.