Luksusowy Paryż: wieża Eiffla, Moulin Rouge i kolacja w Le Procope

Na ten dzień w Paryżu zapowiadano 36 stopni, ale mieliśmy wachlarze i w planie dwie największe atrakcje. Spaliśmy w najtańszym pokoju, jaki znaleźliśmy, a po mieście jak zwykle jeździliśmy metrem. Bolt w paryskich korkach to pomyłka.
Na szczycie wieży Eiffla
Bilety kupiliśmy przez internet na konkretną godzinę i choć przyszliśmy kilka minut po czasie, nie było problemu. Najpierw jest kontrola bagażu jak na lotnisku, potem wejście dla osób z biletem elektronicznym bez kolejki i piętrowa winda. Na pośrednim poziomie przesiada się do drugiej windy na sam szczyt. Uważajcie, żeby nie stanąć w kolejce do zjazdu, jak nam się na początku zdarzyło. Piętro niżej są tarasy z restauracjami.
Mieliśmy szczęście do przejrzystości powietrza, więc widzieliśmy cały Paryż, z Luwrem i mostami, po których chodziliśmy dzień wcześniej. Na szczycie, na wysokości 281 m, jest bar z szampanem: kieliszek kosztował 24 €, butelka z kawiorem 78 €. W wielu miejscach w centrum można za darmo nalać wody, bo paryska kranówka jest pitna. W restauracjach wodę niegazowaną dostaje się do stolika za darmo.
Z wieży poszliśmy na Trocadéro, skąd wszyscy robią zdjęcie z wieżą. Kto oglądał „Johna Wicka”, rozpozna miejsce z ostatnich scen.
Upał i ulubiona restauracja
Przy 36–38 stopniach usiedliśmy w środku, w cieniu, w naszej ulubionej restauracji, w której jemy prawie przy każdej wizycie w Paryżu. Okolica to cała dzielnica knajp, kawiarni i lodziarni, która wieczorem tętni życiem. Wieczorem przeszliśmy obok Starbucksa urządzonego w stylu Ludwika XV, do którego ludzie przychodzą robić zdjęcia. Paryż jest dla nas bezpieczny. Pilnować trzeba się głównie w metrze, jak w każdej dużej stolicy.
Moulin Rouge
Przedstawienie było o 23:00, a kolejka przed wejściem ogromna. Filmować można tylko do rozpoczęcia spektaklu. Show trwa dwie godziny, sala ma około 800 miejsc i wszystkie były zajęte. Siedzieliśmy z opadniętymi szczękami i to dla nas atrakcja numer jeden w Paryżu. Ale to wersja premium: wstęp kosztuje ponad 1000 zł na parę, a do tego trzeba zamówić coś do picia.
Śniadanie, luksusowy hotel i święto muzyki
Następnego dnia zjedliśmy śniadanie w znanej cukierni z makaronikami: jajka po benedyktyńsku z łososiem, tost z awokado i hummusem, francuskie tosty z lodami. Potem trafiliśmy na kawę do luksusowego hotelu, w którym doba kosztuje podobno 15 000 zł. Espresso za 12 € i na tym poprzestaliśmy. Akurat trwało święto muzyki, więc w całym mieście grały zespoły, a jedna z ulic zamieniła się w ciąg imprez pod gołym niebem. Uciekliśmy z niej do japońskiej ramenowni, a wieczór skończyliśmy na schodach w La Défense.
Kolacja w Le Procope
Na kolację poszliśmy do Le Procope, restauracji działającej od 1686 roku. Zajmuje całą starą kamienicę z wieloma salami i przyjmuje gości tylko z rezerwacją. Zamówiliśmy m.in. pierś z kaczki, wątróbkę, zupę cebulową, tatara, ravioli z homarem, gnocchi z truflami, steka, a na deser lody w czekoladzie i crème brûlée, obowiązkowy we Francji. Rachunek: 250 €.
Z tego wyjazdu
- Wieża Eiffla: bilet elektroniczny na godzinę, kontrola bagażu, dwie windy na szczyt.
- Na szczycie w czerwcu 2026: kieliszek szampana 24 €.
- Moulin Rouge: ponad 1000 zł na parę plus napoje, przedstawienie o 23:00, około 2 godziny.
- Le Procope: tylko z rezerwacją, rachunek za kolację 250 €.
- W upale: woda z kranu w centrum jest pitna, a w restauracjach woda jest gratis.