Rajd skuterami po plażach Sardynii: La Cinta, Lu Impostu, Brandinchi

Dzień zaczęliśmy od zakupów w Eurospinie. Na Sardynię nie warto wieźć jedzenia z Polski, tylko tyle, żeby przeżyć drogę, bo sklepy są tu świetne. Ja wolę Eurospin, Adrianka Conad. Potem pojechaliśmy na kemping, na którym miejsce zarezerwowaliśmy miesiąc wcześniej i zapłaciliśmy z góry za dwie doby. Nawet 7 października można się tu odbić od szlabanu, a bez rezerwacji wylądujecie na samym końcu. Zaczęliśmy od serwisu, bo po trzech dniach na dzikusie był bardzo potrzebny.
Drugi turnus i plan dnia
Na kempingu dołączyła do nas druga część ekipy: Adaś i Betty z Bielskiego Karawaningu, Kondziu z Agą, a także Artur z Izabelką. Plan był prosty: objechać skuterami osiem okolicznych plaż, najdalsza była około 15 km od kempingu. Nigdzie się nie opalamy, tylko oglądamy, a po południu wspólnie wybieramy najpiękniejszą.
Plaża za plażą
Pierwsza plaża jest na drugim końcu długiej plaży przy naszym kempingu. Dojedziecie tam praktycznie tylko skuterem, bo rowerem jest daleko. Lu Impostu zachwyca kolorem wody, a przez jakieś 150 metrów woda jest po kostki. Wisiała czerwona flaga, bo ratownik nie zdążyłby dobiec do pływających przy łódkach. W październiku chowaliśmy się w cieniu, bo słońce paliło.
Na Cala Brandinchi, która nazwę zawdzięcza wyjątkowemu kolorowi wody, nie zatrzymujcie się na początku plaży. Idźcie na sam koniec, tam woda jest najbardziej lazurowa. Usiedliśmy w beach barze w cieniu drzew. Parking przy plaży jest płatny.
Ostatnia plaża ma kształt półksiężyca, więc woda jest spokojna, a obok da się stanąć kamperem na dziko. Parking teoretycznie jest płatny, ale nie było komu zapłacić. W październiku 2025 SUP i kajak kosztowały po 15 € za godzinę, dwa leżaki z parasolem 30 €, łódź na 4 godziny 150 €, a na cały dzień 180–300 €. Podzielona na kilka osób wychodzi niedrogo. Dla mnie to była plaża numer jeden, choć wieczorem okazało się, że każdy w ekipie ma inną faworytkę. Przy barze kręciły się dziki.
Kluczyk w Vespie
Numer roku odstawiłem ja: zostawiłem kluczyk w stacyjce Vespy, przekręcony, z włączonymi światłami. Akumulator rozładował się do zera, a skuter przez cały czas stał na odludnym parkingu, gdzie każdy mógł nim odjechać. Pojechałem jednym ze skuterów na kemping po klucze i kable, 15 km w jedną stronę. Gdy wróciłem, Vespa już działała: Kondziu z resztą ekipy znaleźli w okolicy kawałki drutu, rozkręcili skutery zwykłymi kluczami i odpalili ją z drugiego akumulatora.
Przed deszczem na drugą stronę wyspy
Zapowiadano deszcze, więc całą ekipą przejechaliśmy około 180 km na drugą stronę wyspy, na Is Arutas. W październiku Sardynię zwiedza się zygzakiem, uciekając przed chmurami. Idzie więcej paliwa, ale słońce jest prawie codziennie. Dołączyli Marcin z Asią i Mario z Asią. Wieczorem zachód słońca, drony w powietrzu i polska kiełbasa z ogniska.
10 października część ekipy pojechała do Bosy. Dwa kampery zostawiliśmy na parkingu dla kamperów przed miastem, gdzie można legalnie stanąć, a do centrum pojechaliśmy jednym. Szybki spacer po kolorowych uliczkach i dalej, uciekając przed burzą, do Alghero. Na darmowym parkingu przy marinie kamperów było więcej niż kiedykolwiek. Wieczorem pizza i tiramisu, dla którego warto przyjść do tej restauracji.
Z tego wyjazdu
- Kemping: rezerwacja miesiąc wcześniej i płatność z góry (październik 2025).
- Plaże w zasięgu skutera, najdalsza ok. 15 km od kempingu.
- Przy ostatniej plaży: SUP i kajak 15 €/h, leżaki z parasolem 30 €, łódź od 150 €.
- Bosa: parking dla kamperów przed miastem.
- Alghero: darmowy postój przy marinie.