Zalany kamper, Pula w deszczu i nocleg na darmowym parkingu w Vrsarze

Ten poranek zaczął się od klapków, z których leciała woda. Na noc zostawiliśmy otwarte na oścież okienko, przyszedł deszcz i trochę nam nakapało. Woda spłynęła pod meble, dokładnie tam, gdzie mamy całą aparaturę: przetwornicę i akumulatory. Na szczęście na dole było sucho, namokła tylko prowizoryczna deska, którą kiedyś zrobiłem „na chwilę”, a jak wiadomo, takie chwile trwają latami. Buty zostawione przed Benkiem też zamieniły się w pływające. Nauczka na przyszłość: przed snem sprawdzać okna.
Przy okazji odkryłem, że poziomica z przodu pokazuje ideał, a ta przy łazience już nie. Chyba mamy podłogę w kształcie banana.
Serwis i wyjazd z kempingu
Ciągle uciekamy przed deszczem, a w Puli trafiliśmy na mżawkę na cały dzień. Na kempingu zostaliśmy tylko jedną noc. Przy zrzucie szarej wody bardzo pomaga kamerka, dzięki której widzę, czy trafiam w kratkę. Kasetę toalety opróżniliśmy na profesjonalnie zrobionym stanowisku z przyciskiem spłukującym, a wodę nalaliśmy tym razem bez naszego filtra. Za kemping z kartą ACSI zapłaciliśmy 23 euro.
Na dziko w Puli
W Chorwacji podobno leją mandatami, ale nasza zasada jest prosta: jeśli stoimy kamperem tam, gdzie mogą stać samochody, i nie rozkładamy krzesełek ani grilla, problemu nie ma. Miejsc szukamy nie tylko w Park4night, ale i w Mapach Google. Najpierw obejrzeliśmy opuszczony, zaniedbany parking z nieczynną budką, oznaczony w Park4night jako darmowy, około 10 minut od centrum. Drugi był olbrzymi, przy sklepach i McDonaldzie, i stało na nim kilka kamperów. Do McDonalda trafiliśmy „zupełnie przypadkiem”: burger, frytki i Sprite za 11 euro, czyli trochę taniej niż w Polsce.
Pula w deszczu
Pod parasolem poszliśmy zobaczyć amfiteatr. Z daleka nie robi wielkiego wrażenia, ale stojąc pod nim, trudno sobie wyobrazić, jak budowano to bez betoniarek i dźwigów. Odbywały się tu walki gladiatorów i inne występy. Wstęp kosztował 10 euro dla dorosłych i 5 euro dla dzieci, są zniżki grupowe, a amfiteatr jest czynny od 8:00 do 21:00. Pod ruinami stoją knajpki, w których można usiąść z aperolem i po prostu popatrzeć.
Dalej był park ze stolikami pod wielkimi drzewami, główny deptak z zamkniętymi w niedzielę sklepami i sporo zakamarków. Mokra, pusta i pozamykana Pula nas jednak nie urzekła. Niektóre miasta potrzebują słońca i ludzi, a dla nas miastem „wow” w każdą pogodę pozostaje Wenecja. Nie skreślamy Puli i chcemy tu wrócić. Parkingi w mieście są płatne przez aplikację, zwykle 13 euro za cały dzień, także z nocą.
Rovinj: zakaz na zakazie
Pojechaliśmy w stronę słońca, do Rovinja. Tyle znaków zakazu wjazdu kamperów naraz jeszcze nie widzieliśmy. Nie było gdzie się wcisnąć, a gdy stanęliśmy na chwilę coś zjeść, od razu podszedł miejscowy. Wytłumaczyliśmy, że tylko obiad, bez spania, i pojechaliśmy dalej.
Darmowy parking w Vrsarze
Na ślepo wybraliśmy parking w Vrsarze. Poza sezonem jest darmowy i można stać, ile się chce, płatny jest tylko w sezonie. Bramki z biletami były zdemontowane, w Park4night ma dobre opinie, a oprócz nas stały tam jeszcze cztery kampery. Dojechaliśmy przed ósmą wieczorem, więc zostało już tylko pójść na spacer wzdłuż wybrzeża.
Z tego dnia
- Kemping w Puli z kartą ACSI: 23 euro za noc.
- Amfiteatr w Puli: 10 euro dorośli, 5 euro dzieci, czynny 8:00–21:00 (2023).
- Parkingi w Puli: płatne przez aplikację, ok. 13 euro za dobę.
- Rovinj: mnóstwo zakazów wjazdu kamperów.
- Vrsar: parking darmowy poza sezonem.