Sardynia czy Korsyka kamperem: rozmowa z Adasiem o postojach i promach

Jesteśmy na Gorącym Potoku i rozmawiamy z Adasiem z Bielskiego Karawaningu o Sardynii i Korsyce. Na Sardynii byliśmy już czwarty raz. Długo się spieraliśmy, ile czasu tam spędziliśmy, aż wyszło nam łącznie około pół roku. Objechaliśmy wyspę kilka razy i mamy mapkę z pineskami miejsc, w których wciąż można legalnie stanąć. Od razu zaznaczamy, że to nie są miejsca w stylu La Pelosy, na które chcą wszyscy. Coraz częściej tam, gdzie chce się stanąć, trzeba jednak zapłacić. Nie ma już miejsc, gdzie przez cały wyjazd stoi się za darmo.
Kontrole, krzesełka i cisza
Na Is Arutas była policja, co zobaczycie na filmach u nas i u Adasia. Na parkingach nie wolno rozkładać podpór, stopni, krzesełek ani stolików. Mandaty sięgają 500 euro. Rozkładamy się tylko na kempingach, a na dziko nie wystawiamy nic przy kamperze. Przyznajemy, że na naszych filmach te zasady nie zawsze były przestrzegane. Raz nam się nie udało na Is Arutas, Adasiowi też raz się nie udało. Adaś w tym roku poszedł na całość: były grille, kiełbaski i pizza robiona przez Pawła, która wpadła do rękawa, ale na drugi dzień była dobra. Mówi wprost, że jeśli dostanie mandat, bierze to na siebie.
Jest jednak zasada, której przestrzegamy zawsze: cisza. Żadnych imprez z głośnikami i muzyki. Kiedy agregat był włączony, po 20 minutach przyszli Niemcy i poprosili, żeby go wyłączyć. Cisza na miejscówce to szacunek dla osób, które stoją obok.
Trzeba płacić też za parkingi. Przy wjazdach są kamery, a mandaty z Włoch przychodzą nawet po pół roku. Jeśli parking kosztuje 15 albo 20 euro, trzeba zapłacić.
Is Arutas, bezpieczeństwo i śmieci
Is Arutas to specyficzna plaża z kwarcowym piaskiem, jedynym takim na Sardynii. Są tam teraz tablice: przed wyjściem trzeba się omieść miotełką, a za wynoszenie piasku grozi kara od 500 do 3000 euro. Chodzi przede wszystkim o zabieranie piasku i kamyczków do słoików, butelek czy woreczków. U Pawła dziewczynki zbierały zielone kamyczki i od razu podszedł Włoch, żeby je upomnieć. Może się też znaleźć ktoś, kto zrobi zdjęcie i zadzwoni po policję. Zgadzamy się z tym zakazem, bo jedna osoba niewiele weźmie, ale przy tysiącach osób przez lata plaża by zniknęła. Tak samo jest z muszelkami.
Żebyśmy jednak za bardzo nie straszyli: na Sardynii jest włoski luz i zawsze czuliśmy się bezpiecznie. Można spać przy otwartych drzwiach. W dużym mieście chuligan zawsze się może znaleźć, ale na dzikich plażach nikt do nas nie przychodził.
Sardynia jest też czysta. Śmieci, które widać przy drogach, są stare: wiatry zimowe rozwiewają worki zostawiane przy parkingach. Na plażach, nawet dzikich, stoją śmietniki, ale już w listopadzie są zwijane. Po drodze bywa problem, bo śmietniki na stacjach paliw są zamykane. Wozimy więc śmieci w worku w garażu, aż znajdziemy, gdzie je wyrzucić. Na kempingach obowiązuje ścisła segregacja: posegregowane w kilku workach śmieci i tak zostały wysypane do przebrania, a słoik miał być jeszcze umyty. Po takiej sytuacji przeszliśmy na wyrzucanie śmieci po trasie. W tym roku nie byliśmy na żadnym kempingu na Sardynii. Kemping traktujemy jako miejsce na serwis, kiedy nie uda się go zrobić gdzie indziej.
Promy i Livorno
Adaś radzi kupować bilety wcześniej. Pod koniec kwietnia zarezerwował prom na połowę września: 1300 zł w obie strony z kajutami. W dniu rejsu sprawdził z ciekawości ceny: miejsc już nie było, a na następny dzień bilet kosztował 2800 zł. Dlatego nigdy nie podajemy jednej ceny promu, bo zmienia się codziennie. Kupujemy bilety przez aplikację i sprawdzamy trzy najbliższe dni albo cały tydzień.
Jeśli Moby będzie droższe od Grimaldi o 100 zł, Adaś i tak wybierze Moby: jest nowszy, a kajuty porządniejsze. Grimaldi to według nas najniższa półka. Uwaga: Grimaldi wypływa z innego portu, kontenerowego, około 7 km od Livorno, nie z tego samego co Moby i Corsica Ferries. Jest też prom z Genui, ale żadne z nas nim nie płynęło.
Duży parking przy rondzie w Livorno jest teraz wyremontowany, ogrodzony i płatny, jest zrzut szarej wody i kasety. To dobra opcja, ale parking jest mały. Rano jest szansa, że się staje, a w nocy można się od niego odbić. Dlatego zwykle nocujemy w pobliżu Livorno i rano dojeżdżamy na prom.
Alghero, Mugoni i Korsyka czy Sardynia
Sardynia jest stricte plażowa: plaża za plażą. Patrzymy na nią jednak jako YouTuberzy i szukamy miejsc do pokazania. Wyspa ma też góry i miasta w górach, ale w środkowej części byliśmy tylko w kanionie Gorropu. Alghero to hiszpańskie miasto we Włoszech, zbudowane przez Hiszpanów, z piękną mariną i plażą. Około 15 km dalej jest Mugoni, dla nas chyba najlepsza plaża, gdzie kupowaliśmy czapeczki, spodenki i ręczniki. W tym roku zaszła tam zmiana: wcześniej stało się na dziko bez problemu, teraz na plaży nie można spać, a obok zrobiono plac dla kamperów za 25 euro. Do plaży jest kawałek, prądu nie ma. Widać, że Sardyńczycy zaczynają zarabiać na kamperach. Podobne sygnały docierają do nas z Turcji.
Adaś ma Korsykę i Sardynię w planach na nowy sezon, ale nie zdradza terminu. Na trasie zawsze ktoś przybija piątkę. Na Korsyce widzowie jechali za nami, oglądając nasze filmy na bieżąco.
Korsyka czy Sardynia? Sardynia, bo jest wolność i włoski luz. Korsyka jest dla Francuzów tym, czym Zakopane dla Polaków: wszystko jest zrobione na tip-top, ale knajpy i piwo są drogie. Rzadko chodziliśmy do restauracji, raczej robiliśmy zakupy w Lidlu i cenowo nie czuliśmy dużej różnicy w porównaniu z Polską, we Włoszech też nie. Zostaje więc nocleg: na Korsyce jest bardzo tani, a na Sardynii za darmo. Spodziewamy się, że w przyszłym sezonie na Sardynii będzie jeszcze więcej kamperów.
Przygotowanie do życia poza kempingami
Na Sardynię trzeba się przygotować off-gridowo. Najważniejszy jest gaz: zwykłych butli nigdzie nie zatankujecie ani nie wymienicie. Potrzebne są gazbanki, najlepiej dwa, z wlewem na zewnątrz. Przy kontroli na stacji pokazuje się gazbank i wtedy jest okej. Warto wozić dwie kasety do toalety i grube worki, żeby pełną kasetę włożyć do worka i schować do garażu. Dzięki temu nie trzeba codziennie ruszać się z miejscówki. Niektórzy mają nawet trzy kasety, zwłaszcza rodziny z dziećmi.
Druga sprawa to prąd: akumulatory i solary. Adaś wymienił akumulatory na jeden, ale mocniejszy. Można też wozić powerbank albo agregat. Wodę dolewamy przy każdej okazji, nawet jeśli wejdzie tylko 20 l. Śmieci wyrzucamy przy pierwszym śmietniku, a kasetę opróżniamy, nawet gdy jest pełna do połowy.
Adaś zaczynał hybrydowo: dzień na kempingu i dwa dni na dziko, bo nie był jeszcze przygotowany do vanlife’u. Z każdym wyjazdem przygotowuje się lepiej. Żartujemy, że za rok zamiast „karawaning” będzie miał napisane „vanlife”, a „kemping” przekreślony.
Z tego filmu
- Przy kamperze na dziko nic nie rozkładamy: na Is Arutas kontrolowała policja, mandaty sięgają 500 euro.
- Za wynoszenie piasku z Is Arutas grozi kara od 500 do 3000 euro.
- Prom zarezerwowany pod koniec kwietnia na połowę września: 1300 zł w obie strony z kajutami. W dniu rejsu bilet na kolejny dzień kosztował 2800 zł (rozmowa z listopada 2026).
- Na Mugoni nie można już spać na plaży, obok jest plac dla kamperów za 25 euro, bez prądu.
- Na Sardynię warto zabrać dwa gazbanki z wlewem na zewnątrz i dwie kasety do toalety.