Chalkidiki kamperem przed sezonem: dzikie plaże, targ i feta z miodem

Pierwsze dni na Chalkidiki spędziliśmy z Arturem, Łukaszem i Ksymeną, czekając na przylot Adrianki. Przed sezonem plaże są puste, a to największy plus vanlife’u w maju: można spokojnie stanąć w miejscach, w których latem nie ma szans się wcisnąć.
Zwiad na skuterach
Nowe miejscówki sprawdzaliśmy skuterami i dobrze, bo jedna z nich miała tak wąską drogę dojazdową, że kamperem nie byłoby jak zawrócić. Artur zdążył tam zresztą wykopać kołami dziurę. Przenieśliśmy się 3–4 km dalej, na plażę znalezioną z Łukaszem. Wszyscy stanęliśmy w rzędzie z widokiem na zachód słońca, który był około 20:30. Łukasz pływał pontonem na ryby, a ja pracowałem z widokiem na morze.
Wpięcie Vespy na platformę przy każdej zmianie miejsca to jedyny minus, ale zajmuje około 10 minut.
Restauracje i beach bary dopiero szykowały się do otwarcia. Latem na tych plażach wszędzie stoją parasole i leżaki, a miejscowi żyją z ich wynajmu i z restauracji. Takie dzikie stanie jest więc możliwe głównie przed wakacjami albo po nich.
Woda i lotnisko w Salonikach
Wodę zatankowaliśmy na stacji paliw, która miała ją nawet oznaczoną na znaku. Do Benka wchodzi 100 litrów, a dodatkowe 20 litrów wozimy jako żelazną rezerwę, która nieraz się przydała. Potem pojechałem na lotnisko w Salonikach po Adriankę i Izabelkę. Przed lotniskiem można stać do 30 minut za darmo i od razu znalazłem miejsce.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym, który zapamiętaliśmy z pierwszego wyjazdu na Chalkidiki, z widokiem na hotel z nową mariną.
Miasteczko z mariną i targ
Plany zmieniły się spontanicznie i na noc stanęliśmy w marinie małego miasteczka. Dojazd prowadzi wąskimi uliczkami, ale skoro przejeżdża tamtędy autobus, przejedzie i kamper. Na kolację w knajpie z widokiem na marinę zamówiliśmy sałatkę grecką, kalmary, szaszłyki z kurczaka, rybę dla dwóch osób i fetę z miodem, która była rewelacją. Wyszło 50 € na parę.
Rano obudziliśmy się w środku targu. Świeże ryby, ośmiornice, oliwki, oliwa, miody, orzechy, ubrania. Oliwki kosztowały 10 € za 2 kg, przed kupnem można ich spróbować. Problem w tym, że płaci się tylko gotówką, a my na co dzień płacimy kartą i tym razem nie mieliśmy drobnych.
Zakopani na „trawie”
Następna miejscówka wyglądała, jakby była porośnięta trawą, więc spokojnie wjechałem. Po chwili stałem zakopany do połowy. Przydały się trapy i saperka, a Artur na moich trapach ustawił się dokładnie tam, gdzie chciał. Wniosek: trapy warto mieć zawsze.
Z tego wyjazdu
- Maj 2026, Chalkidiki przed sezonem: puste plaże, zamknięte restauracje.
- Woda: na stacjach paliw, Benek ma 100 l plus 20 l rezerwy.
- Lotnisko w Salonikach: postój przed terminalem do 30 minut za darmo.
- Kolacja w miasteczku z mariną: około 50 € na parę.
- Targ: oliwki 10 € za 2 kg, płatność tylko gotówką.
- Na piaszczyste plaże: trapy i saperka.