Gadżety do kampera, bez których nie wyjeżdżamy: kemping i na dziko

Pokazujemy rzeczy, które naprawdę zawsze zabieramy w trasę. Podzieliliśmy je na dwie grupy, bo jazda po kempingach i vanlife na dziko to dwa zupełnie inne światy.
Na kemping
- Podjazdy. Bez nich nie wyjeżdżamy, nawet na dziko często ich używamy. Poziom sprawdzamy małą poziomicą w środku. Chodzi o wygodny sen i o to, żeby woda nie spływała falami tam, gdzie nie trzeba.
- Prąd. Bęben z przedłużaczem 25 metrów to minimum, do tego rozdzielacz i koniecznie przejściówka na gniazdo kempingowe. W Polsce wszędzie są zwykłe gniazdka 230 V, za granicą najczęściej te kempingowe. Łączenie wieszam tak, żeby nie zalał go deszcz, a resztę chowam pod samochodem.
- Tarp zamiast markizy. Markiza kosztuje 4,5–5 tysięcy zł, nasz tarp około 350–400 zł. Można go rozkładać na różne sposoby, wiatr nam go nie porwie, bo jest przypięty do ziemi, i jest lżejszy od markizy.
- Mata na podłogę z Action, którą zabieramy też na plażę jako podkład pod ręcznik.
- Krzesełka i mały stolik oraz magnetyczne lampki do kieliszków, bo zwykłych lampek wytłukliśmy już mnóstwo.
- Wycieraczka i wilgotny ręcznik przed wejściem, żeby nie wnosić piasku.
- Oświetlenie: lampka nocna, lampy na komary, szperacz, czołówka i taśma LED.
- Wiatraki. Mamy dwa duże, bardzo ciche, z trzema prędkościami i mocnym akumulatorem, który działa też jak powerbank, oraz mały, podręczny, który Adrianka nosi w torebce.
- Palenisko stołowe, tłumacz elektroniczny przydatny przy menu w knajpach, a od niedawna dwie Vespy, z czego jedna należy do Szczepana.
Na dziko
Vanlife wymaga pełnej niezależności: własnego prądu, wody i toalety.
- Opony AT z oznaczeniem śnieżynki, bo bez niej nie wjedziecie na niektóre odcinki w Szwajcarii czy Austrii. Na Sardynii te opony uratowały nas w piasku, a zaraz potem dokupiliśmy trapy, które wożę na platformie.
- Booster do akumulatora, który kilka razy ostatnio uratował nam skórę.
- Woda: do zbiornika 100 l dokładamy kanister 20 l, więc mamy 120 litrów. Gruby, zwijany wąż około 15 metrów i cała kolekcja końcówek i przejściówek, bo przy każdym kranie za granicą przydaje się inna. Kupcie w markecie budowlanym wszystkie, jakie są.
- Filtry wody: filtr przy wężu przy tankowaniu, a pod zlewem filtr węglowy i UV na zimnej wodzie. Wodę do picia przepuszczamy więc przez trzy filtry. Wymieniłem też oryginalny kran na wygodniejszy.
- Narzędzia: siekierka, piła, zestaw do naprawy opon (od kiedy złapałem gumę na Lefkadzie, kosztował około 8 euro), trytytki, linka holownicza z hakiem i saperka.
- Czujniki ciśnienia w oponach na baterię słoneczną. Pokazują też temperaturę, co przydaje się przy zjazdach z gór na hamulcach.
- Prąd: jak największe solary i akumulatory. 200 Ah to minimum, ja marzę o 400–600 Ah, bo Starlink, kamery, laptopy, drony i suszarka do włosów robią swoje. Na kempingach solary i akumulator kabinowy są właściwie zbędnym wydatkiem.
- Łapka na muchy i pułapka na osy, do której wlewamy aperol, piwo albo wodę z miodem. Najlepiej działa aperol i piwo.
- W kabinie: nawigacja Garmin, do której podłączona jest kamera nad zrzutem szarej wody, i stary tablet do podglądu kamer monitoringu.
Top 5 Szczepana
Szczepan, z którym często jeździmy, pokazał swoje niezbędniki: Omnię do pieczenia, tytanowy ręczny młynek do kawy, włoski nóż, uniwersalny garnek i dzwonek. Wozi też własne peperoncino. Kto jadł u Szczepana, wie, że to najlepszy kucharz w trasie.
Z tego filmu
- Prąd na kemping: bęben 25 m i przejściówka na gniazdo kempingowe.
- Tarp za około 350–400 zł zamiast markizy za 4,5–5 tys. zł.
- Woda: 100 l w zbiorniku plus kanister 20 l, trzy filtry na wodzie pitnej.
- Na dziko: opony AT ze śnieżynką, trapy, booster, zestaw do naprawy opon.
- Akumulatory: 200 Ah to minimum przy Starlinku i elektronice.