Sardynia na żywo z trasy: z Is Corrighias skrótem, którym lepiej nie jechać

Kolejny live z trasy po Sardynii, tym razem trochę inny. Najpierw musieliśmy zrobić serwis, bo potrzebowaliśmy już wszystkiego. Tuż przy plaży, na której staliśmy, jest pole kempingowe. Dwie gwiazdki to i tak byłoby za dużo, ale ludzie są tam przemili i pozwolili nam zrobić serwis: odpłatnie, ale bez żadnego problemu. Potem wróciliśmy na plażę, na której skończył się poprzedni live, i ruszyliśmy wzdłuż niej w stronę sąsiednich plaż.
Była 18:00, do zachodu słońca została godzina, a po zmroku na tutejszych drogach naprawdę źle się jeździ. Dzień był leniwy: Adrianka leżała na plaży z książką (z trzech grubych tomów, które zabrała, przeczytała już wszystkie), a ja musiałem popracować, bo mimo piątku praca zdalna czeka. Zbliżał się trzeci tydzień naszego pobytu na wyspie.
Dzikie miejscówki przy plaży
Okolica Is Corrighias to świetny rejon na dzikusa: po jednej stronie drogi dostęp do plaży, po drugiej stoją kampery. Wychodzisz z kampera, robisz pięć metrów i rozkładasz stoliki. Droga jest jednak pełna konkretnych dziur i po deszczu nie warto tędy jechać. W ciągu dnia przyjechała tu policja, kiedy staliśmy wśród innych kamperów. Śmietniki z segregacją stoją co 50 metrów, a przecież na początku wyjazdu bywały okresy, kiedy nie dało się nigdzie wyrzucić śmieci ani nabrać wody.
Skrót, który okazał się błędem
Zamiast szybszej drogi pojechaliśmy na skróty w stronę cypla z latarnią. Droga robiła się coraz węższa, krzaki rysowały Benka z obu stron, a w jednym miejscu wjechaliśmy w głęboki piasek. Zatrzymanie się tam oznaczałoby koniec podróży, więc trzeba było przejechać jak najszybciej. Miejsce na nocleg wyznaczyłem z mapy miejscówek, którą dostaliśmy od znajomych, nie sprawdzając wcześniej trasy. Skoro inni tam spali, myślałem, że da się dojechać. Okazało się, że to droga, na której mieści się motocykl. Dobrze, że rysowały gałęzie, a nie drut kolczasty. Teraz wiecie, dlaczego kamerę zamontowałem tak wysoko: nie jesteśmy blaszakiem, tylko kamperem, który udaje blaszaka.
W środku tej głuszy stał zamknięty dom, a dalej ciągnęły się ogrodzone, zniszczone przez czas tereny z wylanymi bocznymi uliczkami, jakby kiedyś planowano tu budowę. Gdy w końcu wyjechaliśmy na asfalt, okazało się, że do tego samego miejsca prowadzi normalna droga dookoła. Wniosek na przyszłość: nie wybierać takich skrótów. Widokowo było jednak pięknie: zatoczki, skarłowaciałe palmy i wysokie klify, na których też można spać.
Sardynia nie jest wyasfaltowana
Wyobrażałem sobie, że na każdą plażę prowadzi piękna asfaltowa droga, a przy każdej jest parking. Takie plaże też są, ale w mniejszości i oblegają je auta osobowe. Do dzikich plaż dojazd jest trudniejszy, miejscowi na nie nie jeżdżą, więc stoją tam głównie kamperowcy. Szkoda, że wcześniej nie zobaczyłem na YouTubie, jak wyglądają tutejsze drogi, bo człowiek inaczej przygotowałby się psychicznie. Przygotowywaliśmy się z filmów nagranych w czasach covidu, a od tamtej pory Sardynia bardzo się zmieniła.
Asfalt potrafi się też skończyć nagle, w środku drogi. Jeśli chcecie zdobywać Sardynię czy Korsykę, polecam opony terenowe.
Koniec trasy na cyplu
Przejechaliśmy przez miasteczko, które było na naszej trasie tylko do odhaczenia. Na całą okolicę pachniało tam wędzonymi rybami. Zjazd na plażę skończył się piaskiem, a na piasek nie jesteśmy przygotowani, więc wycofaliśmy się i wybraliśmy inną drogę. Na jej końcu są aż trzy pola kempingowe, a ostatnia prosta ma ograniczenie do 30 km/h. My pojechaliśmy dalej, na cypel z punktem widokowym. Niebieskie linie parkingowe o tej porze już nie obowiązywały, ale i tak stanęliśmy tam, gdzie ich nie było, przodem do zachodu słońca.
Z tej trasy
- Serwis: odpłatnie na małym kempingu przy plaży.
- Dziki postój: przy plaży Is Corrighias, śmietniki z segregacją co 50 m.
- Skrót w stronę cypla: wąski, zarośnięty, z piaskiem. Lepiej jechać asfaltem dookoła.
- Przydatne na Sardynii: opony terenowe.
- Po zmroku po tutejszych drogach lepiej nie jeździć.