Valledoria: plaża bez parawanów i kemping na serwis po nocach na dziko

Na miejscówkę dotarliśmy w nocy, na sam koniec niełatwej drogi, przy starym zejściu na plażę, które widać, że ząb czasu nadgryzł. O 8:15 była cisza, spokój i tafla wody jak lustro. Trwał drugi tydzień naszej podróży po Sardynii i noce zrobiły się chłodniejsze: w nocy było 15 stopni, w dzień 30.
Plaża bez parawanów
Plaża ciągnie się kilometrami w obie strony i nie ma na niej ani jednego parawanu. Najwyżej gdzieś na horyzoncie parasol naturystów, bo w tym rejonie można ich spotkać. Trzy minuty od kampera jest morze, wszystko za darmo.
Po drugiej stronie jest kemping, który ma chyba najwięcej negatywnych opinii w okolicy. Ktoś wymyślił, że goście będą przewożeni łódką na plażę po drugiej stronie. Nie rozumiemy, po co wybierać taki kemping, skoro jest tu mnóstwo kempingów z bezpośrednim wejściem na plażę.
Serwis: największy minus Sardynii
Zwykle mamy system: trzy noce na dziko, jedna na kempingu, czasem dwie na jedną. Teraz musieliśmy zrobić pełny serwis: szara woda, toaleta, prąd. Nabranie wody na Sardynii nie jest problemem, ale punktów do zrzutu szarej wody i opróżnienia kasety jest bardzo mało. Zauważyliśmy, że wielu kamperowiczów na Sardynii spuszcza szarą wodę pod siebie. Naszym zdaniem, jeśli nie używa się chemii, to po prostu brudna woda, ale z chemią to już nie jest fajne.
Uwaga na prędkość: na większości dróg na Sardynii obowiązuje 50 km/h, 90 za miastem zdarza się rzadko, a w miastach często jest 30. To taki slow life za kierownicą. Sami radarów nie widzieliśmy, ale znajomi opowiadali, że łapali.
Pięciogwiazdkowy kemping w Valledorii
Kemping ma bardzo dobre opinie, więc baliśmy się, że nie będzie miejsc, ale był czas wyjazdów i się udało. Najpierw rezerwuje się miejsce, potem pracownik wozi cię wózkiem po kempingu, wybierasz parcelę, wracasz i płacisz. Opaski pani zakłada osobiście, więc do recepcji muszą przyjść obie osoby. Prąd włącza pracownik. My jak zwykle szukaliśmy miejsca bez drzew i dostaliśmy parcelę 53B.
Stanowisko serwisowe jest w porządku, ale wjazd jest ciasny, wszystko na styk. Na kempingu są duże prysznice, mycie naczyń, mycie stóp z piasku (pierwszy raz widzieliśmy coś takiego), miejsce dla psa i park dla psów, duży market, restauracja z barem, basen z brodzikiem dla dzieci i korty tenisowe. Wszędzie na drzewach wiszą hamaki i chyba też taki sobie sprawimy. Z widokiem na morze są tylko trzy parcele. Bezpośrednie wejście na plażę jest, ale bramka była zamknięta, więc do plaży idzie się około 50 metrów ścieżką. Sklep był czynny od 8:00 do 13:00 i od 17:00 do 19:30. Na kempingu stał też szwajcarski kamper-potwór na bazie terenowej, chyba dawnego wojskowego pojazdu.
Po prawie dwóch tygodniach w trasie zrobiliśmy wreszcie pranie: są trzy pralki, a kapsułkę z proszkiem dostaje się na miejscu. Naładowaliśmy wszystkie baterie i trochę popracowaliśmy.
Zachód słońca i pizza
Wieczorem, 27 września, przy 24 stopniach, poszliśmy z leżakami na plażę na zachód słońca, a zaraz potem nad kamperami wzeszedł księżyc w pełni. Na kolację wzięliśmy pizzę diavola na wynos z kempingowej pizzerii za 10 euro. Dobrze, że jedną, bo dwóch byśmy nie zjedli.
Z tego wyjazdu
- Nasz rytm: 3 noce na dziko, 1 na kempingu.
- Na Sardynii trudno o zrzut szarej wody i kasety, woda jest łatwo dostępna.
- Ograniczenia prędkości: głównie 50 km/h, w miastach często 30.
- Kemping w Valledorii: rezerwacja na miejscu, opaski dla obu osób, parcela 53B, pralki na miejscu.
- Pizza diavola na wynos: 10 euro (wrzesień 2023).