Castelsardo kamperem: spacer na zamek i nocleg przy plaży za mariną

Kolejny dzień naszej podróży dookoła Sardynii zaczęliśmy na kempingu, który bardzo polecamy: cichy, spokojny, bez imprez. Za pobyt zapłaciliśmy 36 euro, czyli według kalkulatora około 166 zł. Plan na dzień: Castelsardo, a potem trzy dni na dziko, więc przed wyjazdem zrobiliśmy pełny serwis: czysta woda do pełna, pusta toaleta kasetowa.
Przy okazji mały gadżet, który ratuje nam noce. Klimatyzacji w kamperze nie mamy, ale mamy wiatraczek na powerbanku: ma trzy prędkości i chodzi bardzo cicho. Rano wszystko było wilgotne, a niebo zachmurzone, choć prognoza obiecywała słońce. Pogoda na Sardynii zmienia się tak szybko, że przestaliśmy ją przewidywać.
Parking i spacer po miasteczku
Do Castelsardo jedzie się z ładnymi widokami na wodę. Na jednym skrzyżowaniu nawigacja kazała skręcić w lewo w miejscu, w którym sami pojechalibyśmy prosto, więc uważajcie. Przy wjeździe jest olbrzymi parking. Od 7 do 14 obowiązuje na nim zakaz parkowania, bo odbywa się tam targ, a poza tymi godzinami można stanąć bez problemu i nie widzieliśmy żadnej informacji o opłatach. My zatrzymaliśmy się tylko na chwilę i podjechaliśmy kawałek bliżej.
Wyszliśmy najpierw z małą torebką, ale szybko wróciliśmy po plecak, drona i przekąski, bo spacer zapowiadał się na dłużej niż godzinę. Była 11:30, a termometr pokazywał już 26 stopni. Po drodze sklepiki z ceramiką: miseczka za 22 euro, kubki po 8 euro, ceramiczna ośmiornica za 36 euro. Na głównym placu stoi estrada, bo wieczorami odbywają się tu przedstawienia.
Na zamek pieszo
Na górę można podjechać wózeczkiem, ale my poszliśmy pieszo, skracając drogę schodami zamiast serpentyn. Uliczki są tak wąskie, że na jednym odcinku ruch jest jednokierunkowy i regulowany światłami. Nie mamy pojęcia, gdzie zawraca tu autobus. Z góry widać cały teren, łącznie z parkingiem, na którym stał Benek, i miejscem dla kamperów na samym końcu klifów. Im wyżej, tym drożej w restauracjach: na dole widzieliśmy ceny po 30 euro, na górze po 70.
Wejście na sam szczyt kosztuje 5 euro i tak naprawdę płaci się za punkt widokowy. Uważamy, że warto: widać plażę i marinę. Na górze stoi też katapulta, którą z daleka wzięliśmy za wieżę. W południe zaczęły bić dzwony.
Było 28 września, a w słońcu 30 stopni. W cieniu wąskich uliczek wieje przyjemny przeciąg, ale na słońcu żar leje się z nieba. Nie wyobrażamy sobie, jak wytrzymuje się tu w lipcu i sierpniu. Do parkingu był około kilometr. Całość zajęła nam dwie, trzy godziny spokojnym spacerem. Castelsardo nie należy do naszych ulubionych miasteczek, ale warto je zaliczyć, a wieczorem, gdy otwierają się knajpki, pewnie jest jeszcze ciekawiej.
Nocleg przy plaży
Z tego, co czytaliśmy, w marinie w Castelsardo można legalnie nocować kamperem i nie widzieliśmy tam opłat. My pojechaliśmy jeszcze kawałek dalej, na plażę za mariną. Dojazd to jednokierunkowe klepisko z mnóstwem znaków, w które trudno się wczytać. Na miejscu stały już inne kampery, więc stanęliśmy przodem do wody. Plaża jest biała, z ratownikiem, a jej część jest dla naturystów. Tu zostaliśmy na noc.
Z tego dnia
- Kemping przed Castelsardo: 36 euro za pobyt (wrzesień 2023).
- Duży parking przy wjeździe do Castelsardo: zakaz parkowania 7–14 z powodu targu.
- Punkt widokowy na szczycie: 5 euro.
- Zwiedzanie: 2–3 godziny spaceru.
- Nocleg: plaża za mariną, na dziko.