Mrówki w kamperze pod La Pelosą i nocleg na klifie na Sardynii

Dzień zaczął się od stada owiec, które przeszło tuż obok naszego stanowiska pracy. Staliśmy na dzikiej plaży, która ciągnie się w lewo bez końca i kończy jakimiś zakładami chemicznymi. Na horyzoncie kręcą się wiatraki, obok działa knajpa. Byliśmy na Sardynii prawie dwa tygodnie i zapasy z Polski zaczęły się kończyć, więc w planie był też Lidl.
Wino i oliwa prosto z samochodu
Na plażę podjechał pan, który w samochodzie wozi domowe kiełbasy, sery, wina i własną oliwę z oliwek. Kupiliśmy oliwę i dwa domowe wina, w sumie za 35 euro. Ceny były sztywne i nie dał się zbić nawet o euro. Teraz trzeba tylko uważać, żeby przy kolacji nie pomylić butelek.
Adrianka za kierownicą i nocleg na klifie
Na kolejną miejscówkę pierwszy raz poprowadziła Adrianka. Zmiana kierowcy przydaje się, kiedy człowiek jest zmęczony, więc szkolę sobie zastępcę. Celem był klif, który znaleźliśmy w Park4night, z jednym z najpiękniejszych zachodów słońca. Uczciwie: dojazd to offroad, na który nadają się tylko opony terenowe typu All Terrain. Na innych nie próbujcie. Myśleliśmy, że będziemy tam sami, a zajęliśmy prawie ostatnie miejsce.
Mrówki
Plan był taki: wieczorem jedziemy na parking przy plaży La Pelosa, bo po 19:00 można zajmować tamtejsze parkingi i najlepiej na nich zostać, a o 7:00 rano jesteśmy pierwsi pod plażą. Stanęliśmy tam, gdzie stały inne kampery, ale pod drzewem, a tył Benka wszedł w gałęzie. Rano Adrianka obudziła mnie słowami: „Tomek, mamy wszędzie mrówki”. Myślałem, że przesadza. Nie przesadzała.
Mrówki weszły z drzewa przez górne okienko z wentylatorem, które zostawiliśmy uchylone. Szczęście w nieszczęściu: chodziły jedną ścieżką przez cały kamper, więc łatwo było je namierzyć. Zwinęliśmy się z parkingu, wróciliśmy na klif i wyrzuciliśmy z Benka wszystko, co się dało. Adrianka przeczytała, że pomaga roztwór octu albo cytryny. Octu nie mieliśmy, więc umyliśmy wnętrze roztworem cytrynowym. Przynajmniej pachniało cytryną. Nauczka na przyszłość: nie stawać tak, żeby kamper dotykał drzew.
Kontrola na klifie
Było 30 września. Około 9:30 przyjechali strażnicy, którzy sprawdzają, czy nikt nie biwakuje. Do kamperów stojących normalnie się nie czepiali. Zwrócili za to uwagę osobom, które rozłożyły krzesełka, i kazali wszystko zwinąć. Uważamy, że mają rację: stać wolno, rozkładać się nie. Zeszliśmy też kawałek ścieżką w dół klifu. Da się, ale jest wysoko, a ja byłem w klapkach, więc w połowie zrezygnowałem.
Bilety na La Pelosę
Na La Pelosę obowiązuje limit 1500 osób dziennie, a bilety kupuje się przez internet. Haczyk: jedna osoba może kupić bilety najwyżej dla czterech osób i tylko raz dziennie. Kupiłem najpierw jeden bilet, a przy próbie zakupu drugiego system już mi nie pozwolił. Mimo to jechaliśmy spróbować, bo być na Sardynii i nie zobaczyć La Pelosy to grzech.
Z tego filmu
- Dojazd na klif: tylko z oponami terenowymi (All Terrain).
- La Pelosa: limit 1500 osób dziennie, bilety online, maksymalnie 4 na osobę i dzień (wrzesień 2023).
- Parking pod La Pelosą: nie stawaj pod drzewami, mrówki wchodzą przez okna dachowe.
- Na mrówki pomógł nam roztwór cytrynowy i dokładne sprzątanie.
- Domowe wino i oliwa z obwoźnej sprzedaży: 35 euro.