Sardynia na żywo z trasy: z Villasimius widokowym wybrzeżem w stronę Cagliari

Wyjeżdżaliśmy z miejscówki w południowo-wschodniej części Sardynii, do której w sezonie kampery w ogóle nie mają wstępu, a po sezonie jest prawdziwą mekką kamperowców. Obok nas stali Polacy z Gdyni. Latem ta okolica jest mocno oblegana: ma trzy piękne plaże blisko siebie, fajne tereny na rower i lekkie trekkingi. To rejon dla bogatych, z willami i resortami po 200 euro za dobę, a nad zatoką, przy marinie, jest pole kempingowe, na którym byliśmy. Kto przylatuje do Cagliari, powinien tu zajrzeć obowiązkowo.
Na Sardynii maska z rurką jest obowiązkowa jak kąpielówki. Wiele osób pływa też na SUP-ach. Jutro zaczynamy czwarty tydzień na wyspie i od trzech tygodni mamy pogodową patelnię. Jest tu bardzo bezpiecznie: zdarza nam się wyjść, zostawiając kampera otwartego. A opony terenowe to na Sardynii podstawa, bo do plaż często dojeżdża się po piasku.
Wracamy do Cagliari na wybory
Jedziemy do mariny w Cagliari, bo chcemy zagłosować. Był moment, że na Sardynii miało nie być komisji wyborczej, ale powstała i od razu się zapisaliśmy. Dlatego trasę, którą już jechaliśmy, robimy teraz w drugą stronę.
Chcieliśmy przejechać przez centrum Villasimius, ale trafiliśmy na jednokierunkowe ulice i kamperem nie dało się go zwiedzić. Miasteczko jest ładne, ale na rower albo skuter. Ogólnie sardyńskie miasteczka nie są spektakularne, z wyjątkiem La Maddaleny i Alghero. W miastach obowiązuje 30 km/h, poza nimi 50 km/h, i wszyscy jeżdżą powoli. Fiat ma system wykrywania pieszych i rowerzystów, który zadziałał, gdy ktoś jechał ulicą obok ścieżki rowerowej.
Dlaczego omijamy autostrady
Autostrady omijamy szerokim łukiem. Nie chodzi tylko o pieniądze, choć w Chorwacji opłaty wyniosły nas około 600 zł. Lubimy slow life i chłonąć okolicę, a na autostradzie się tylko pędzi. Z Polski na Sardynię jechaliśmy przez Słowację, Austrię i Włochy. W Austrii mamy winietę całoroczną, bo wiedzieliśmy, że będziemy tamtędy przejeżdżać kilka razy, a we Włoszech ominęliśmy wszystkie autostrady.
Plaże, których żałujemy
Dalej droga wspina się serpentynami nad morzem, jak na Riwierze Makarskiej, z widokami na kolejne plaże. Na południu Sardynii jest mało kamperów w porównaniu z północą. Spotykaliśmy za to backpackersów, którzy idą przez wyspę z plecakami. Plaże są tu różne: kamieniste, ze żwirkiem (darmowy peeling) i z piaskiem jak mąka, a najpiękniejsze to te z białym piaskiem i lazurową wodą. Mam mapę z zaznaczonymi 200 plażami, więc staramy się zobaczyć chociaż te obowiązkowe.
Dwie przegapiliśmy. Przy plaży Cipolla spaliśmy na kamper parku, ale do samej plaży stał wyraźny zakaz wjazdu kamperów do końca października i odpuściliśmy. Dopiero potem przeczytaliśmy, że to jedna z najpiękniejszych plaż, a od zakazu było tylko 350 m pieszo. Podobnie z Tuerreddą: przejechaliśmy parking, z którego trzeba było dojść. Po Cagliari pewnie cofniemy się 50 km, żeby je zobaczyć.
Domy w kolorze piasku
Sardyńskie domy wyglądają, jakby powstały z kilku projektów: parterowe, w odcieniach piasku, z białymi kominami. Zlewają się z krajobrazem tak bardzo, że na zdjęciu plaży nie widać całej wioski na zboczu. Diesel kosztował tego dnia 1,90 euro. Rowery na Sardynię tylko elektryczne, bo nawet w październiku jest blisko 30 stopni. Jeszcze lepszy byłby skuter, bo odległości między plażami to często 1–6 km, więc w przyszłości chcę ogarnąć platformę.
Kiedy jechać? Zimą Sardynia jest brzydka, wietrzna i deszczowa. Wiosną morze jest lodowate jak Bałtyk. Idealnie jest po sezonie, od 1 września. 14 października kempingi powoli zaczynały się już zamykać.
Z tej trasy
- Trasa: Villasimius – Cagliari wybrzeżem, ok. 40 km.
- Diesel: 1,90 euro (październik 2023).
- Limity: 30 km/h w miastach, 50 km/h poza nimi.
- Najlepszy czas na Sardynię: po sezonie, od września.
- Przydatne: opony terenowe, maska z rurką, rower elektryczny albo skuter.