Sardynia na żywo z trasy: najtrudniejsza droga, z wydm Piscinas do Arbus

Na wydmach Piscinas zostaliśmy na noc. Poprzedni live urwał się kilka metrów przed najciekawszym fragmentem drogi, więc tym razem pokazujemy, jak wygląda offroad dla kamperów. Tę trasę musicie zobaczyć, ale może lepiej nią nie jedźcie.
Droga od północy
Do wydm prowadzą dwie drogi. Północną przejechaliśmy i szczerze jej nie polecamy. 3,5 tony jedzie po szutrze z wielkimi dziurami, z przepaścią po prawej stronie, a w jednym miejscu zjeżdża się niemal pionowo w dół, ze spadkiem może 30 stopni. Benek jeszcze nigdy tak nie jechał. Najważniejsze, żeby nic nie jechało z naprzeciwka, bo zatrzymanie się pod taką górą to katastrofa, a stąd już nie da się zawrócić. Minęliśmy rowerzystów: ci na elektrykach się uśmiechali, po minie ostatniego od razu było widać, że jedzie na zwykłym rowerze.
Na końcu czeka niespodzianka: przeprawa przez wodę. Za pierwszym razem nie wiedziałem, co robić. Dopiero kiedy z naprzeciwka przejechał inny kierowca, wiedziałem, że damy radę. Benek zaliczył więc chrzest bojowy i jest już nie tylko kamperem, ale też trochę terenówką. Widzieliśmy, jak inne kampery na tej drodze po prostu zawracają. Gdybym wiedział, co nas czeka, może też bym zawrócił. Kto zbudował swojego kampera sam, po tej drodze będzie wiedział, czego zapomniał dokręcić.
Droga od południa, którą jechaliśmy dalej, jest dużo łagodniejsza. W nocy nie jeździłbym tu wcale, bo widoczność jest zerowa, a dziur trzeba unikać. Na spot najlepiej dojechać przed zachodem słońca, w październiku już po 18:00, bo zachody na zachodniej Sardynii się celebruje.
Ruiny fabryki i Arbus
Tego dnia kończyliśmy zachodnie wybrzeże. Po drodze dostaliśmy cynk o ruinach dawnej fabryki. Wzdłuż drogi biegną tory jak w kopalniach, a dookoła stoją opuszczone budynki, całe miasteczko zniszczone przez czas, trochę jak miasto zombie. Robi to wrażenie i na pewno poczytamy o historii tego miejsca. Potem zaczął się asfalt i 26 km serpentyn.
Arbus to miasteczko w połowie zniszczone, w połowie zamieszkane, z wąziutkimi uliczkami, przez które trzeba jechać bardzo ostrożnie. Przestraszył mnie znak z ograniczeniem wysokości do 2,60 m, o którym żadna nawigacja nie ostrzegała, ale chodziło chyba o mały mostek. Dalej był punkt widokowy z kościołem Santa Barbara i krzyżem.
Na oparach przez góry
Do emocji z drogi doszedł brak paliwa. Jechaliśmy już na rezerwie, a ciągła wspinaczka dała silnikowi popalić: od początku serpentyn spalanie wynosiło 24 l na 100 km. Nawigacja pokazała, że przez 23 km nie ma żadnej stacji. Adrianka znalazła w Google Maps stację 9 km dalej, zamkniętą do poniedziałku, choć często są tu automaty na kartę. Druga była 6 km od nas, tylko w inną stronę, więc zmieniłem trasę i liczyłem, że z górki silnik będzie palił mało. Dusza na ramieniu, miękkie kolana. Jak to się skończyło, zobaczycie w kolejnym live.
Z tej trasy
- Dojazd na wydmy Piscinas od północy: stromy szuter i bród, odradzamy. Od południa jest łatwiej.
- Spalanie w górach: ok. 24 l na 100 km.
- Stacje paliw: przez 23 km żadnej, tankujcie przed wjazdem w ten rejon.
- W Arbus wąskie uliczki i ograniczenie wysokości 2,60 m.