Przejdź do treści

Zatoka Orosei z łodzi: Cala Luna, Cala Mariolu i Cala Sisine

Film z , odcinek #41

Zatoka Orosei z łodzi: Cala Luna, Cala Mariolu i Cala Sisine
Kadr z filmu

Zatoka Orosei to na Sardynii atrakcja z kategorii „must do” i do jej zwiedzania potrzebne jest przede wszystkim słońce. Był 22 października, godzina 8:50, niebo czyste, więc zostawiliśmy rozłożonego Benka na kempingu w Cala Gonone i poszliśmy do portu na łódź.

Sam kemping nie ma żadnych gwiazdek, ale ma wszystko, czego potrzebujemy: serwis, pralki i fajną restaurację z obłędną włoską kawą. Gwiazdki zresztą przestały nas interesować, liczy się to, jak kemping działa.

Rejs „autobusem” po zatoce

Zamiast planowanego pontonu popłynęliśmy dużym statkiem, na najdłuższej trasie, po wszystkich miejscówkach. Działa to jak autobus: łódź kursuje wzdłuż wybrzeża, a kto chce zwiedzać grotę, wysiada przy niej i wraca kolejnym kursem. W porcie można kupić różne warianty wycieczek, także do jednego wybranego miejsca.

Wzdłuż wybrzeża biegnie też droga, przy której da się przenocować.

Cala Luna bez ludzi

Na Cala Lunie mieliśmy godzinę dla siebie i prawie nikogo dookoła, bo przypłynęliśmy pierwszym kursem. Pomost jest zniszczony, więc nie udało się na niego wejść. Czekaliśmy, aż słońce obejmie plażę, i poszliśmy do jaskiń. Do największej Tomas dopłynął sam, bo przejście było za głębokie dla Adrianki. Na plażę dochodzą też trekkingowcy, ale szlakiem przez góry, i to ostrym. Można tu wypożyczyć ponton, choć wypłynięcie pod falę nie jest prostą zabawą.

Cala Mariolu: dwie godziny na jednej z najpiękniejszych plaż

Do Cala Mariolu z góry nie da się dojść, dookoła są pionowe skały, więc zostaje ponton albo statek. Kolor wody to torpeda, ale plaża ma ostre, śliskie kamienie i na boso nie ma szans przejść. Mieliśmy tu dwie godziny i to było jedno z najpiękniejszych miejsc, w jakich byliśmy. Mimo października ludzi było sporo, więc latem nie wciśniesz tu ręcznika. Uwaga: w październiku słońce szybko schodzi z tych plaż i już o 13:30 zaczynało chować się za skały.

Minęliśmy Cala dei Gabbiani, na którą dopływają tylko pontony, i jeszcze jedną plażę, na którą można zejść z lądu, oblepioną ludźmi jak mrówkami.

Cala Sisine i nasza wpadka

Cala Sisine jest mniej oblegana, można do niej dojść trekkingiem. Ma duże kamienie, zupełnie inne niż białe i żółte piaski, do których przywykliśmy. Mieliśmy na niej niewiele ponad godzinę. Na statku czekał poczęstunek: ser, oliwki i białe wino.

Około 15:30 wróciliśmy na Cala Lunę, pełną już ludzi, i przesiedliśmy się na kolejny statek do Cala Gonone. Dopiero wtedy zrozumieliśmy, że źle pojęliśmy włoski: mieliśmy bilet na kursowy „autobus” i mogliśmy zostać na Cala Lunie, ile chcemy, a wrócić ostatnim kursem.

Nasza rada: ponton zamiast dużego statku

Duży statek omija wiele plaż. Lepiej wypożyczyć ponton na cały dzień: w październiku kosztował 120 euro plus paliwo, a im więcej osób, tym taniej wychodzi. Kto boi się sam pływać, może wziąć wycieczkę ze szyprem. Zatoka jest warta grzechu, a cała okolica ma masę atrakcji, w tym kanion Gorropu, który ciągle odkładamy. Dalej planujemy jechać do miasteczka murali.

Z tego wyjazdu

  • Start: port w Cala Gonone, nocleg na kempingu w miasteczku.
  • Trasa rejsu: grota, Cala Luna, Cala Mariolu, Cala Sisine.
  • Ponton na cały dzień: 120 euro plus paliwo (październik).
  • Na Cala Mariolu weź buty do wody, plaża ma ostre kamienie.
  • Kupując bilet, dopytaj, czy możesz zostać na plaży i wrócić późniejszym kursem.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube