Przejdź do treści

Abu Zabi w jeden dzień z rejsu: Luwr, Ferrari World i meczet Szejka Zajida

Film z

Kadr z filmu: Abu Zabi w jeden dzień z rejsu: Luwr, Ferrari World i meczet Szejka Zajida (Wielki Meczet Szejka Zajida, Abu Zabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie)
Kadr z filmu

Drugi dzień rejsu zaczęliśmy w windzie, bo trochę zaspaliśmy. Do zbiórki zostało 20 minut, więc śniadanie było spartańskie: cappuccino, espresso i croissanty w kawiarni na statku. Tam też można było wziąć wodę na drogę. Przy zejściu na ląd skanuje się kartę pokładową i twarz. Innych dokumentów nie mieliśmy przy sobie.

Corniche i dawne Abu Zabi

Pogoda była idealna: słońce i dwadzieścia parę stopni, po wczorajszej ulewie w Dubaju. Autokarem jechaliśmy wzdłuż Corniche, nadmorskiej ulicy numer 1, a przewodniczka opowiadała, jak działa władza w Emiratach: decyzje federalne dotyczą m.in. spraw zagranicznych, ropy i bezpieczeństwa, a w samych emiratach szejk rządzi dekretami. To, co obowiązuje w Dubaju, nie musi obowiązywać w innych emiratach.

Pierwszy przystanek to wioska-muzeum pokazująca, jak żyło się tu przed odkryciem ropy, w prostych szałasach. Z tego miejsca jest panorama na Corniche i nowoczesne miasto. Potem były zakupy: przed wejściem do meczetu kobiety muszą być zakryte od stóp do głów, więc panie kupowały i przymierzały długie suknie. Po drodze zrobiliśmy krótki fotostop z widokiem na pałac i wieżowce, które grały m.in. w „Szybkich i wściekłych”.

Luwr i Ferrari World w biegu

Luwr Abu Zabi oglądaliśmy tylko z zewnątrz, w 15 minut. Szczerze: gdybyśmy mieli tu przyjechać wypożyczonym autem tylko po to, żeby zobaczyć kopułę, nie przyjechalibyśmy. Obok można wypożyczyć kajaki, a w pobliżu trwa budowa kolejnego muzeum, które ma być otwarte w przyszłym roku.

W Ferrari World też byliśmy tylko na chwilę, bez biletów do parku. Jest tam podobno najszybszy rollercoaster świata, rozpędzający się do ponad 200 km/h w cztery sekundy. Obok budowano jeszcze nieotwarty SeaWorld. Fakultety na rejsach traktujemy jak zwiad: sprawdzamy, czy warto wrócić na dwa, trzy dni. Byliśmy tu już cztery lata temu, na rejsie do Omanu, a tym razem płyniemy w przeciwnym kierunku, do Kataru.

Zachód słońca przy meczecie

Na koniec główna atrakcja dnia. Wchodzi się z galerii handlowej, długim tunelem pod parkingiem. Adrianka nie przeszła pierwszej bramki, bo spod sukienki było widać kostki, więc trzeba było szybko dokupić nową. Włosy muszą być cały czas zakryte, a ochrona pilnuje porządku na każdym kroku. Trafiliśmy na złotą godzinę przed zachodem słońca i to miejsce naprawdę robi wrażenie swoją wielkością. Pełny spacer wrzuciliśmy na nasz drugi kanał, Never Stop Exploring.

O 18:30 było już ciemno. Wróciliśmy na statek przez skan karty i od razu poszliśmy na kolację. Następny dzień to wyspa Sir Bani Yas, a potem dzień na morzu.

Z tego dnia

  • Zejście ze statku: karta pokładowa i skan twarzy, paszport zostaje na statku.
  • Meczet: kobiety zakryte od kostek po włosy, suknie można kupić na miejscu.
  • Luwr Abu Zabi z zewnątrz: 15 minut wystarczy.
  • Ferrari World: bez biletu tylko rzut oka z zewnątrz.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube