Przejdź do treści

Meteory kamperem: przez Olimp, nocleg na dziko i dramat w górskim miasteczku

Film z

Kadr z filmu: Meteory kamperem: przez Olimp, nocleg na dziko i dramat w górskim miasteczku (Meteory, Grecja)
Kadr z filmu

Na Meteory zamiast autostradą pojechaliśmy przez masyw Olimpu, drogą tysiąca zakrętów. Na drugich bramkach skasowali nas na ponad 5 euro. Cynk od znajomych zmienił nam trasę i bardzo dobrze: pokazali miejscówkę nad urwiskiem z przepięknym widokiem, gdzie można przenocować, rozbić namiot albo przyjechać kilkoma kamperami. My zatrzymaliśmy się tam na kawę.

Spalanie na tej trasie wyszło 8,4 litra. Ciekawostka z greckich dróg: nad jezdnią migają światła, które ostrzegają, że za chwilę na sygnalizatorze zmieni się światło.

Na dziko na Meteorach

Na Meteorach umówiliśmy się z przyjaciółmi, którzy mieli nam towarzyszyć do końca podróży po Grecji. Przyjechały dwa kampery, a nie jeden, więc jeździmy teraz w trzy auta, ze Szczepanem. Najpierw stanęliśmy na miejscówce z Park4Night za kościółkiem, ale na noc wjechaliśmy wyżej, na dzikie miejsce z widokiem na skały. Obok przechodziło stado owiec z psami pasterskimi, a dalej stało dwóch Francuzów.

Czy to miejsce jest legalne, nie wiemy. Zakazu nie widzieliśmy, a ślady ognisk tak. Rozpaliliśmy małe ognisko, były ziemniaki z ogniska i lampka białego wina. Rano obudziliśmy się z widokiem na Meteory przy koncercie ptaków. Uwaga na poziomowanie: najazdy to podstawa, Tomas raz pojechał bez nich i więcej tego nie zrobi.

Jeden klasztor na szybko

Z parkowaniem przy klasztorach jest trudno, mieliśmy fart, że znaleźliśmy wolną lukę. Odwiedziliśmy jeden z sześciu klasztorów i zobaczyliśmy, w jakich warunkach żyli mnisi oraz miejsce ze starą wyciągarką. Wycieczek jest mnóstwo, z Polski, Indii, Chin i Japonii, więc warto chwilę poczekać, aż grupa przejdzie, i mieć wszystko dla siebie.

Wniosek: na Meteory trzeba zaplanować cały dzień. Najlepiej przyjechać wieczorem, przespać się na dziko w okolicy i od rana zwiedzać kolejne klasztory. Jeden zaliczony na wariackich papierach to za mało, tu jeszcze wrócimy.

Górskie miasteczko, z którego ledwo wyjechaliśmy

Po drodze na Lefkadę chcieliśmy zjeść obiad w górskim miasteczku, które miało być jak alpejska wioska. Zjechaliśmy z głównej drogi w wąską uliczkę i zaczęliśmy się pogrążać: strome zjazdy, wystające daszki, słupy, zakręt, na którym Benek się nie mieścił. Miejscowi byli uśmiechnięci i cofali się, żeby nas przepuścić, a z opresji wyprowadził nas taksówkarz, który pokazał, którędy zawrócić. Hamulce dostały w kość.

Przyrzekamy uroczyście: już nigdy nie wjedziemy do małego miasteczka bez przygotowania. Najpierw sprawdzamy, gdzie zostawić auto i którędy da się przejechać, a do centrum idziemy pieszo. Do Lefkady zostało około 200 km.

Z tego wyjazdu

  • Trasa: przez masyw Olimpu zamiast autostradą, spalanie 8,4 l/100 km.
  • Nocleg: na dziko na Meteorach, kwiecień 2024, bez widocznego zakazu.
  • Klasztory: sześć, na zwiedzanie zaplanuj cały dzień i przyjedź rano.
  • Małe górskie miasteczka: kamper zostaw przed nimi.

Film

Film odtworzy się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube