Start › Camping Le Bodri, L’Île-Rousse i ukryta plaża Ghjunchitu

Camping Le Bodri, L’Île-Rousse i ukryta plaża Ghjunchitu

·

· aktualizacja:

Termin naszego pobytu: 2 noce od niedzieli 20 IX 2026 (data podana w c9-64McqVyg [10:51]; wyjazd 22 IX wyliczony z 2 dób)

Kadr z filmu: plaża z parasolami i turkusową wodą na Korsyce

Camping Le Bodri to kemping kilka kilometrów od L’Île-Rousse, z którego na plażę idzie się dosłownie dwie minuty. We wrześniu 2026 r. spędziliśmy tu dwie noce naszym Arto 78 i był to najdroższy kemping całego wyjazdu, bez basenu. Opisujemy, co dostaliśmy za te pieniądze, jak wyglądały parcele i plaża, jak dojść do ukrytej plaży Ghjunchitu i co robiliśmy w samym L’Île-Rousse.

Przyjazd i formalności

Przyjechaliśmy w niedzielę 20 września 2026 r. z Calvi, gdzie przez dwie noce staliśmy na płatnym parkingu (więcej o nim w tekście Calvi czy L’Île-Rousse). Ranek zaczął się od zatkanego odpływu pod prysznicem, a że była niedziela, to szukaliśmy środka do rur w sklepie otwartym tylko do 12:00. Pierwszy żel nie dał rady, dopiero drugi, z napisem „Turbo”, przepchał wszystko. Jeśli kiedyś będziecie w podobnej sytuacji we Francji – to nasza jedyna rekomendacja chemiczna z tego wyjazdu.

Na kempingu powitała nas informacja, że płatność jest tylko gotówką, a miejsce wybiera się samemu. Recepcja, przy której zatrzymuje się kamper, działała u nas od 8:00 do 12:00, potem miała mniej więcej półtorej godziny przerwy. Rozliczaliśmy się przy wyjeździe – i znów: kartą zapłacić się nie dało.

Parcele i duży kamper

Liczyliśmy, że w drugiej połowie września kemping będzie w połowie pusty. Przeliczyliśmy się: na oko był zajęty w jakichś 80%, głównie przez Niemców, trafiło się kilka austriackich tablic, polskich nie wypatrzyliśmy. Mieliśmy farta, bo znaleźliśmy trzy wolne miejsca obok siebie dla całej naszej ekipy – pewnie dlatego, że stały w pełnym słońcu, a wszyscy wolą cień.

Parcele są bardzo różne. W jednej części są tak małe, że ledwo zmieści się jeden kamperek – wyglądały nam raczej na namiotowe. Pod wysokimi drzewami są za to parcele olbrzymie. Na pierwszy rzut oka pomyśleliśmy, że z kamperem klasy Morelo nie ma tu czego szukać, ale po spacerze zmieniliśmy zdanie: znaleźliśmy parcele, na których Morelo zmieściłoby się bez problemu. Warunek jest jeden – trzeba trafić na wolną dużą parcelę.

Mała rada z naszej praktyki w upale: ustawiamy się tyłem do słońca, tak żeby nigdy nie świeciło nam w przód kampera. I mimo klimatyzacji wozimy dodatkowe wentylatory – przy 30 stopniach w słońcu 20 września naprawdę się przydały.

Sanitariaty i serwis

Część sanitariatów była otwarta, część zamknięta. Pryszniców jest dużo, w jednym budynku połowa to toalety, połowa kabiny prysznicowe. Mieszkaliśmy blisko, co przy takim upale było sporym plusem. Na mapce, którą dostaje się przy wjeździe, trudno się zorientować – lepiej sprawdzić tę wywieszoną na terenie kempingu.

Jest punkt zrzutu wody szarej i kasety, z wodą do tankowania, na której był założony dodatkowy filtr. Przy wjeździe stoją śmietniki. Rano przed wyjazdem można było zrobić serwis – z tego korzystali nasi znajomi.

Plaża przy kempingu i Ghjunchitu

Wyjście na plażę jest tuż za punktem serwisowym. Przechodzi się pod torami i po około dwóch minutach, jakieś 200 metrów, jest się nad wodą. Kolor wody był taki, jaki powinien być na Korsyce. Na początku plaży, w miejscu, do którego dochodzi się z kempingu, leżało sporo wyrzuconych przez morze roślin. Wokół kempingu są trzy plaże.

Ukryta plaża Ghjunchitu

Na drugi dzień, z polecenia naszych widzów, pojechaliśmy na plażę Ghjunchitu z restauracją tuż nad morzem. Pojechaliśmy Vespą, bo droga dojazdowa jest typowo „vanliferska”: kamperem nie ma tu czego szukać, to trasa dla rowerów, skuterów i małych samochodów. Najlepsze jest to, że z kempingu można tu po prostu dojść ścieżką wzdłuż wybrzeża – bez skutera i bez roweru.

Na miejscu: piękna plaża, sporo ludzi na ręcznikach i knajpka w luźnym, wakacyjnym klimacie, z widokiem przez okno prosto na morze. Byliśmy tylko na krótkim postoju na zdjęcia, ale szczerze – zamiast siedzieć przy kamperze, lepiej przyjść tutaj.

Ile zapłaciliśmy

Uprzedzano nas, że doba to około 40–42 €. Przy rozliczeniu za dwie doby zamiast spodziewanych 84 € zapłaciliśmy 64 €, czyli 32 € za dobę – nie wiemy, czy to promocja, czy po prostu posezonowa cena. Tak czy inaczej był to najdroższy kemping, na jakim stanęliśmy podczas tego wyjazdu na Korsykę, i nie ma basenu. To cena z naszego pobytu we wrześniu 2026 r., a nie aktualny cennik.

W skrócie

Nasz pobyt2 noce od 20 września 2026 r., Niesmann+Bischoff Arto 78
Zapłaciliśmy64 € za 2 doby (32 € za dobę), tylko gotówka
Recepcja (u nas)8:00–12:00, potem ok. 1,5 h przerwy
Basenbrak
Plażaok. 2 minuty pieszo (ok. 200 m), przejście pod torami
Do L’Île-Rousseok. 3 km
Obłożenieu nas ok. 80% w drugiej połowie września
Duży kampersą duże parcele pod drzewami, ale trzeba trafić na wolną

L’Île-Rousse i okolica

Do miasteczka mieliśmy około 3 km, więc jeździliśmy Vespą. W centrum, przy plaży, jest parking, na którym rok wcześniej nocowaliśmy – teraz wisi tam znak zakazu dla kamperów. Spacer wzdłuż wybrzeża zaprowadził nas do centrum: plac z charakterystycznym targiem z kolumnami, wąskie uliczki, sklepy z lokalnymi wyrobami i mnóstwo restauracji. Na placach miejscowi grają w bule, a w dzień naszego przyjazdu trafiliśmy akurat na jakieś zawody.

Ważna rzecz dla głodnych: restauracje otwierają się dopiero około 19:00, a i wtedy kuchnia rusza na dobre później. Kto przyjdzie o 17:00 „na obiad”, ten zwiedzi miasto jeszcze raz. Wieczorem centrum jest pełne ludzi i bardzo głośne. Dwa wieczory z rzędu jedliśmy w tej samej pizzerii na końcu placu – pizza smakowała nam na tyle, że nie szukaliśmy dalej.

Wypad po oliwę w Balagne

Drugiego dnia pojechaliśmy w góry regionu Balagne po oliwę z miejsca o nazwie Secret Balagne. To około 20 km pod górę, bardzo widokową trasą. Po drodze, trochę przypadkiem, trafiliśmy na punkt widokowy, z którego widać nasz kemping, plażę i L’Île-Rousse. W samym sklepie nie wolno było filmować ani robić zdjęć, więc oliwę kupiliśmy bez relacji z wnętrza.

Nasze wrażenia

Le Bodri spodobał nam się za drzewa, duże parcele i plażę na wyciągnięcie ręki – oraz za to, że pieszo da się dojść na Ghjunchitu. Minusy: najwyższa cena na tym wyjeździe, brak basenu, gotówka jako jedyna forma płatności i spore obłożenie nawet po sezonie. Jeśli ktoś chce połączyć kemping z wieczorami w L’Île-Rousse, to lokalizacja się broni. Jeśli liczy się basen i karta płatnicza – trzeba szukać dalej.

Film wczyta się z YouTube po kliknięciu. Otwórz na YouTube

Spacer po Camping Le Bodri: parcele, sanitariaty, droga na plażę i wieczór w L’Île-Rousse.

W filmie o przyjeździe na Le Bodri zobaczycie walkę z zatkanym odpływem i wybór parceli, a w odcinku o plaży Ghjunchitu – drogę na plażę, wyjazd po oliwę i kolację w L’Île-Rousse.

Krótko: pytania

Czy na Camping Le Bodri można płacić kartą? U nas nie – płaciliśmy wyłącznie gotówką.

Czy dojedziemy kamperem pod plażę Ghjunchitu? Naszym zdaniem nie ma sensu próbować. My jechaliśmy skuterem, a z kempingu da się dojść pieszo wzdłuż wybrzeża.

Czytaj dalej

Więcej z wyspy znajdziesz na stronie kierunku Korsyka.

Źródła

Więcej z tego kierunku